]

                                                                                                                       















  • REKLAMA 01.09.2014 :: 13:30

    Comment (0)

    ....

    Comment (0)


  • 229 - 10 najdłużej żyjących ludzi na świecie 07.08.2014 :: 13:00

    Comment (3)

    Jak zauważył kiedyś pewien znany aforysta - "jedyną wadą nieśmiertelności jest to, że przychodzi ona dopiero po śmierci."
    Ten wielki paradoks naszej natury nie uwalnia nas od marzeń o życiu wiecznym - od pragnienia, które towarzyszy człowiekowi od momentu, w którym zdał on sobie sprawę z własnej śmiertelności.

    Choć nieśmiertelność wciąż jest jeszcze mrzonką, to wraz z rozwojem medycyny długość naszego życia nieustannie się wydłuża.

    Czy rodzi się zatem szansa na to, iż kiedyś staniemy się istotami wiecznymi?

    Z pewnością wielu z nas chciałoby zakosztować życia pozbawionego strachu przed śmiercią. Zwłaszcza, że wizję egzystencji nieograniczonej okowami skończoności podsyca każdy kolejny przypadek osoby przekraczającej dotychczasową granicę "maksymalnego wieku", który udało się osiągnąć istocie ludzkiej.



    Oto lista 10 najdłużej żyjących ludzi na świecie:

    10. Kamato Hongo

    Kraj pochodzenia: Japonia

    Żyła: 116 lat i 45 dni


    Pomiędzy marcem 2002 roku aż do momentu śmierci w roku 2003, Japonka była najstarszą osobą na świecie.



    Kobieta na świat przyszła na małej wyspie Tokunoshima, a pod koniec życia mieszkała w mieście Kagoshima na wyspie Kiusiu. Była "gwiazdą" na skalę lokalną - w mieście, w którym żyła, produkowano koszulki, breloczki i karty telefoniczne z jej podobizną.



    Japonka ma swoją oficjalną witrynę komputerową, dostępną pod adresem: www5.ocn.ne.jp/~kug/


    9. Carrie White

    Kraj pochodzenia: USA

    Żyła: 116 lat i 88 dni


    W wieku 114 lat, w roku 1988, Guinness uznał Carrie White za najstarszą kobietę na świecie. Staruszka przebywała wówczas w domu opieki w mieście Palatka, na Florydzie.



    Do domu opieki nie trafiła z powodu podeszłego wieku, ale w wyniku załamania nerwowego, wywołanego rozwodem, który miał miejsce w roku 1909 (niektóre źródła podają 1910 rok). Dokumentacja rozwodu i pobytu w
    szpitalu w związku z tymi przeżyciami były jednymi z dowodów na długowieczność Carrie White.

    8. Elizabeth Bolden



    Kraj pochodzenia: USA

    Żyła: 116 lat i118 dni


    Jej rodzice byli niewolnikami, ale odzyskali wolność jeszcze przed urodzeniem córki. Elizabeth "Lizzie" Bolden jest jedną z niewielu osób, co do których nie ma najmniejszych wątpliwości w kwestii dokładnej daty urodzenia. Jej akt urodzenia jest perfekcyjnie zachowany i nie budzi najmniejszych zastrzeżeń.



    Amerykanka pozostawiła 40 wnuków, 75 prawnuków, 150 praprawnuków, 220 prapraprawnuków i 75 praprapraprawnuków.

    7. Tane Ikai



    Kraj pochodzenia: Japonia

    Żyła: 116 lat i 175 dni


    Tane Ikai była najdłużej żyjąca Japonką w historii. Żyła dłużej niż jej córka i trójka wnucząt. Do domu opieki społecznej trafiła w wieku 93 lat.


    Wylew, który przeszła w wieku 113 lat, na stałe przykuł ją do łóżka. Cały czas zachowała jednak sprawność umysłu.

    6. Maria Esther Capovilla


    Kraj pochodzenia: Ekwador

    Żyła: 116 lat i 347 dni



    Do czasu swojej śmierci uważana była za najstarszą osobę żyjącą na świecie. Jest też najstarszą osobą na świecie, która żyła na przestrzeni trzech stuleci.



    Maria nigdy nie paliła, nie piła też mocniejszych alkoholi. Otarła się o śmierć w wieku 100 lat - spisała wówczas swą ostatnią wolę. Od tego czasu cieszyła się jednak relatywnie dobrym zdrowiem - regularnie
    spacerowała, czytała prasę i oglądała telewizję.

    5. Marie-Louise Meilleur


    Kraj pochodzenia: Kanada

    Żyła: 117 lat i 230 dni



    Kanadyjka, która miała korzenie francuskie, zmarła w domu opieki społecznej. W tym samym miejscu przebywała również jej 90-letnia córka.




    Unikała tytoniu, była wegetarianką.

    4. Lucy Hannah



    Kraj pochodzenia: USA

    Żyła: 117 lat i 248 dni



    Najstarsza Afroamerykanka w historii, która w chwili śmierci była też najstarszą Amerykanką w historii.



    Przyszła na świat w Linden, w stanie Alabama, a zmarła w Detroit, do którego trafiła w wyniku napięć na tle rasowych. W chwili śmierci jej rodzina utrzymywała, że zmarła Amerykanka miała 118 lat. Administracja USA uznała jednak, iż Lucy Hannah zmarła dokładnie w wieku 117 lat i 248 dni.



    Zdjęcie widoczne po prawej stronie nie przedstawia Lucy Hannah.

    3. Sarah Knauss


    Kraj pochodzenia: USA

    Żyła: 119 lat i 97 dni


    Najstarsza osoba żyjąca kiedykolwiek w Ameryce. Zmarła 33 godziny przed rokiem 2000. Przez całe życie mieszkała w Pensylwanii, na świat przyszła w małym, górniczym miasteczku - Hollywood.



    Jej córka, która zmarła w wieku 101 lat, opisywała Sarah Knauss jako kobietę bardzo wyciszoną i spokojną - "nigdy ją nic nie trapiło, nigdy niczym się mocno nie przejmowała".



    Co ciekawe, Sarah zachowała sprawność intelektualną do samego końca swojego życia. Zmarła w dobrym zdrowiu - po prostu zasnęła i nigdy więcej się nie obudziła.

    2. Shigechiyo Izumi




    Kraj pochodzenia: Japonia

    Żył: 120 lat i 237 dni



    Izumi jest człowiekiem, którego obecność na liście najstarszych ludzi świata budzi sporo kontrowersji. Księga Rekordów Guinnessa przyznaje jednak, że jego wiek był autentyczny. Wyjątkowość Japończyka jest tym szczególna, iż jest on jedynym mężczyzną na liście najdłużej żyjących ludzi świata.



    Izumi pochodził z miasteczka Tokunoshimya, położonego na wyspie Ruiku, która od dawna uchodzi w Japonii za miejsce zapewniające długowieczność.




    Mieszkaniec Kraju Kwitnącej Wiśni przez całe życie pracował jako rolnik. Został uznany za najstarszego żyjącego człowieka na świecie na podstawie świadectwa urodzenia, jednak późniejsze badania wykazały, że świadectwo to mogło dotyczyć jego starszego brata, który zmarł w młodym wieku. Wątpliwości te nigdy nie zostały wyjaśnione. Jeśli zaś są one prawdą, to najstarszym mężczyzną w historii był Christian Mortensen, który zmarł mając 115 lat i 252 dni.



    Swoistą ciekawostką jest to, iż Izumi w sidła nałogu nikotynowego wpadł dopiero jako 70-latek.


    1. Jeanne Calment




    Kraj pochodzenia: Francja

    Żyła: 122 lata i 164 dni



    Jeanne Calment jest prawdziwą "wiekową" rekordzistką w historii naszego gatunku. Szczególnego charakteru nadaje jej także to, iż data jej urodzenia została bardzo dobrze udokumentowana.


    Urodzona we francuskim miasteczku Arles, Jeanne Louise Calment żyła dłużej nie tylko od swoich dzieci - przeżyła także swojego jedynegownuka. Nie miała żadnych żyjących krewnych od 1965 roku (zmarła w 1997
    r.), czyli od 90 roku życia.


    Kiedy miała 85 lat rozpoczęła naukę szermierki, gdy przekroczyła setkę - wciąż jeździła na rowerze. Utrzymywała jednak, że nigdy nie przejmowała się specjalnie swoim zdrowiem - czego najlepszym dowodem
    jest to, że paliła papierosy do 117 roku życia.


    OBECNIE NAJSTARSZYM CZŁOWIEKIEM NA ŚWIECIE JEST PANI HELENA J. z POLSKI(Trójmiasto)

    22.06.2011 roku, Światowe agencje informacyjne obiegła smutna wiadomość o śmierci najstarszej - jak się dotąd wydawało - osoby na świecie. Zgodnie z doniesieniami agencji Reutera i Polskiej Agencji Prasowej, pochodząca z Brazylii Maria Gomes Valentim za trzy tygodnie miała skończyć 115 lat. Wiele jednak wskazuje na to, że mieszkanka Carangoli (miasto w stanie
    Minas Gerais) wcale nie była najstarszą obywatelką świata. Zgodnie z pozyskanymi przez nas informacjami, starsza jest... mieszkająca w Gdańsku pani Helena.



    Pochodząca z Brazylii Maria Gomes Valentim zmarła w tym tygodniu na zapalenie płuc. W Księdze Rekordów Guinnessa figurowała ostatnio jako najstarszy, żyjący w danej chwili, człowiek na świecie. Wygląda jednak
    na to, że tytuł ten został jej przyznany niesłusznie. Brazylijka urodziła się 9 lipca 1896 r. i ze zdobytych przez nas informacji można wnioskować, że była o miesiąc młodsza od naszej rodaczki.

    Z danych przedstawionych nam przez Dariusza Wołodźko z Biura Prasowego Gdańska wynika, że mieszkająca w Trójmieście pani Helena J. urodziła się 9 czerwca 1896 r. i swoje 115. urodziny obchodziła ponad 2 tygodnie temu. A zatem to właśnie jej należał się - i wciąż jej się należy - tytuł najstarszego człowieka na świecie, a co za tym idzie, także wpis
    do Księgi Rekordów Guinnessa.



    Seniorka urodziła się na Litwie. Od 2004 r. zameldowana jest zaś na gdańskiej Zaspie.



    W kategorii "najstarszy człowiek świata" wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Zdarza się, że etykieta ta przypisywana jest kilku osobom w jednym roku, przez co trudno się zorientować, kto w danym momencie dzierży tytuł najstarszego mężczyzny albo kobiety na Ziemi. Część z informacji o najstarszych na świecie ludziach podawana jest nieoficjalnie. Np. w ub.r. gruchnęła wiadomość, że pochodząca z Gruzji Antisa Chiwczawa urodziła się w 1880 r., a co za tym idzie, ma ponad 130 lat. Doniesień tych nie udało się jednak zweryfikować.



    Miejmy nadzieję, że "osiągnięcie" pani Heleny J. zostanie dostrzeżone teraz przez komisję weryfikacyjną Księgi Rekordów Guinnessa. Samej rekordzistce życzymy zaś dużo zdrowia.


    Źródło



    Comment (3)


  • 228 - Głodujący z Sakkary 14.06.2011 :: 16:32

    Comment (0)

    Niezwykłe znalezisko. Ostateczny dowód na to, że jesteśmy potomkami kosmitów?




    Znaleziska archeologiczne rozwijają naszą wiedzę o cywilizacyjnym rozwoju ludzkości. Czasem jednak odkrywane są artefakty, które w uczonych budzą zmieszanie. Takim właśnie obiektem jest rzeźba nazwana "Głodujący z Sakkary".



    Zwolennicy paleoastronautyki twierdzą, że "Głodujący z Sakkary" to kolejny argument na rzecz lansowanej przez nich tezy. Paleoastronautyka zakłada, że pomiędzy pozaziemskimi cywilizacjami, a naszym gatunkiem dochodziło w odległej przeszłości do kontaktów, które wpłynęły na rozwój ludzkiej cywilizacji. Wg tej koncepcji wiele dawnych malowideł i rzeźb przedstawiających bóstwa, to wizerunki obcych z kosmosu. Najbardziej
    znani popularyzatorzy teorii paleoastronautycznej, to Erich von Daniken i zmarły niedawno Zacharia Sitchin. Co oficjalnie wiadomo o wspomnianej tu zagadkowej rzeźbie?


    Archeolodzy w ciągu minionych dwóch stuleci rozwoju tej nauki i odkryli przedmioty i ruiny budowli dowodzące istnienia wielu dawnych kultur. Jednak rzeźba nazwana "Głodujący z Sakkary" (Starving of Saqqara) faktycznie jest zagadkowa. Figura przedstawia dwie zwrócone do siebie twarzami nagie postaci o niezidentyfikowanej płci, bardzo chude io głowach niezwykłego kształtu. Rzeźba opatrzona jest napisem, ale zarówno styl, w jakim wykonano rzeźbę, jak też znaki pisma, są jedyne w swoim rodzaju.



    Takiego pisma nigdzie indziej nie znaleziono.



    Tajemnicza figura trafiła do Kanada w 1940 r. Przywieźli ją Vincent i Olga Diniacopoulos, greccy imigranci z Francji, którzy zgromadzili światowej klasy kolekcję około 2 tys. starożytnych zabytków pochodzących z Egiptu, Izraela i innych miejsc. Wiele z tych przedmiotów, w tym "Głodujący z Sakkary", wystawiano od 1950 r. w należącej do rodziny Diniacopoulosów Galerie Ars Classica, dużym prywatnym muzeum usytuowanym przy Sherbrooke Street w Montrealu.



    W 1999 r. syn zmarłej pary i spadkobierca, dr Denis Diniacopoulos, pracownik naukowy Uniwersytetu Concordia, przekazał rodzinne zbiory wielu instytucjom kulturalnym na świecie, na przykład Royal Ontario Museum w Toronto. Kilka eksponatów, w tym "Głodujący z Sakkary", trafiło też do Uniwersytetu Concordia w Montrealu. Rzeźbę przez ponad dekadę przechowywano w magazynie, ostatnio jednak władze uniwersyteckie zdecydowały wystawić ją na widok publiczny. Od połowy marca 2011 r.



    "Głodujący z Sakkary" wyeksponowani są w atrium budynku katedry Inżynierii, Informatyki i Sztuk wizualnych Concordii.



    - Ten obiekt jest swoistym dziełem sztuki i jedynym w swoim rodzaju - oświadczył w wypowiedzi dla kanadyjskich mediów dr Clarence Epstein, dyrektor uniwersyteckiego Centrum Kultury i Projektów specjalnych. - Wystawiliśmy tę rzeźbę na widok publiczny w nadziei, że przyciągnie ona uwagę międzynarodowego świata nauki, co pomoże wyjaśnić jej pochodzenie. Przez ostatnią dekadę nasi naukowcy próbowali określić wiek rzeźby i ustalić w jakiej artystycznej tradycji została wykonana. Bezskutecznie. Dlatego też w sprawie tej rzeźby skontaktowaliśmy się z British Museum, Brooklyn Museum, Narodowy Muzeum Izraela, z uniwersytetami w Cambridge i Oxfordzie. I w tych wszystkich wielkich światowych centrach archeologii nikt nie był w stanie nam powiedzieć, co to za rzeźba. Nikt z uczonych nie potrafił przetłumaczyć inskrypcji wyrytej na tej figurze. To nie jest zapis w języku aramejskim, czy hebrajskim, to nie jest pismo demotyczne. To wciąż enigma dla ekspertów.


    Jak by było tu mało zagadek, sama historia tego artefaktu jest owiana tajemnicą. Wiadomo, że został odkryty w trakcie prac archeologicznych prowadzonych w Egipcie na terenie Sakkary jeszcze przed II wojną światową. Eksperci są jednak podzieleni co do tego, kiedy i gdzie wykonano tę figurę z wapienia, mierzącą 67 cm i ważącą ok. 80 kg.


    Źródło



    Comment (0)


  • 226 - Tajemnica Wyspy Wielkanocnej 24.09.2010 :: 16:56

    Comment (7)



    Jednym z najbardziej frapujących faktów dotyczących kamiennych posągów z Wyspy Wielkanocnej, zwanych moai,
    jest ich pochodzenie - mianowicie 95% z nich wykonanych zostało w miejscu znanym jako Rano Raraku (być może chodzi o wielki głaz znajdujący się na wyspie). Spośród wszystkich 887 posągów znajdujących się na wyspie, 397 nadal znajduje się w pobliżu Rano Raraku. Do dziś nie udało się ustalić przeznaczenia tychże posągów - być może są to wyobrażenia bóstw.
    Najdziwniejsze jest jednak to, że pozostałe posągi są oddalone o 20 do 25 kilometrów od Rano Raraku. Jeżeli wykonali je ludzie, należy postawić pytanie: jak udało im się
    przetransportować kilkaset figur ważących po kilkanaście ton każda?

    Fakty


    Patricia Vargas, dyrektor Easter Island Studies Institute na Uniwersytecie w Chile zastanawia się: "Gdy odkrywasz tak wielką ilość tych megalitów usytuowaną na wyspie, która jest porośnięta tylko i wyłącznie trawą, od razu zadajesz sobie pytanie: jak to mogło powstać?"
    Jak zauważyła Patricia Vargas, w każdym miejscu na świecie - czy to w Egipcie przy budowaniu piramid, czy w Chinach, czy w innym miejscu - do
    transportowania kamieni i głazów jako kładek używano pni drzew. Tymczasem na pagórkowatej Wyspie Wielkanocnej nie rosną żadne drzewa. Wcześniej mogły się tam znajdować lasy palmowe, jednak tubylcy wycięli
    je, budując łodzie i domy.
    W latach 70. XX wieku udało się ustalić kilka faktów. “Do tego czasu nikt nie mówił o innym środowisku na wyspie, póki nie dokonano analizy pyłków i póki nie przeprowadzono
    szczegółowych wykopalisk," mówi Vargas. Wiele z tych analiz potwierdzało fakt, że gdy produkowano posągi wyspa posiadała całkiem inne ukształtowanie terenu.
    Kamienne posągi pochodzą z ok. 1200-1680 roku naszej ery. Najprawdopodobniej zostały one wykonane przez plemię Tiahuanaco, zamieszkujące dzisiejsze rejony Boliwii i Chile. Polinezjaniści przyjmują, że budowa posągów została przerwana około 1680 roku z powodu klęski głodu, przeludnienia wyspy oraz wybuchu walk międzyplemiennych.

    Sposoby przenoszenia posągów

    Pytanie, jak mieszkańcy Rapa Nui transportowali moai przez wyspę, podzieliło archologów. Nikt nie miał ochoty do wspólnego wysiłku znalezienia sensownego wyjaśnienia.

    Miejscowa legenda mówi o "chodzących posągach", które rzekomo miały zostać "wyprowadzone" z kamieniołomów. W 1728 roku przybywający w te rejony holenderscy kupcy opisywali, jak tubylcy próbowali transportować posągi, używając lin i kloców. Lecz czy to wyjaśnia całą sprawę?
    Jak zauważyła Patricia Vargas, posągi mają różne wymiary - od 1 do 10 metrów wysokości, różne więc mogły być metody ich transportu. Niektóre z posągów są bardzo wysmukłe i łamliwe, inne zaś bardzo ciężkie. Ich waga stanowiła więc duży problem dla transportujących.
    Niemożliwe więc było przeniesienie ich w pozycji pionowej. Jak sugeruje Vargas,
    Tiahuanaco mogli użyć płozów do transportowania posągów w pozycji poziomej. Wtedy wystarczyłoby tylko znaleźć linę i odpowiednią ilość ludzi, która byłaby zdolna do pociągnięcia głazów. Jest to obecnie
    najbardziej wiarygodna teoria.
    Jo Anne Van Tilburg jest archeologiem z Uniwersytetu Kalifornijskiego. Całe swoje życie poświęciła dogłębnemu badaniu Wyspy Wielkanocnej. Według niej, metoda przenoszenia posągów znajdujących się na wyspie była podobna do tej, jakiej używali mieszkańcy Polinezji czy Egiptu. Korzystali oni
    mianowicie z transportu rzecznego oraz używali podobnych technik i narzędzi do rzeźbienia w kamieniu. Posągi ustawiano zaś przy użyciu dwóch kloców - mniejszego i większego - oraz lin. Wymagało to ogromnej siły, toteż w plemienia.
    Według Jo Anne Van Tilburg, Tiahuanaco do transportowania figur używali bardzo dużych łodzi zbudowanych z drewna palmowego. Miały one dość dużą nośność, bez probemu więc mogły posłużyć do przenoszenia ciężkiego ładunku.
    Sceptycy jednak wskazują na fakt, iż na Wyspie Wielkanocnej nie ma żadnych drzew. Archeolodzy twierdzą jednak, iż właśnie z powodu wycięcia wszystkich drzew pod
    koniec XVII wieku zaprzestano budowy i transportu posągów. Świadczyć o tym mają liczne niedokończone posągi stojące w pobliżu Rano Raraku.




    Czy ktoś pomagał?


    Vargas słyszała o wszystkich teoriach, i było wiele różnych wariacji teori Van Tilburg. Vargas, jednakże, nie jest jednak przekonana, że istniała jedna metoda transportu. "Myślę, że zależało to od tego gdzie
    transportowano posąd, terenu oraz gabarytów figury," mówi. "Myślę, że używali więcej niż jednej ."
    Jakaż by nie była metoda (lub metody) transportu, Vargas wie jedno – nowoczesne maszyny wcale nie ułatwiłyby
    stawiania moai. Wraz z kolegami z Uniwersytetu w Chile w 1992 roku zaproponowała eksperyment. Chciała powtórnie podnieść 15 posągów w południowo-wschodniej części wyspy - w Ahu Tongariti. Te megalityczne
    posągi – niektóre ważące nawet po 70 ton – zostały położone przez tsunami w 1960 roku. "Mieliśmy naprawdę nowoczesny dźwig, w pełni skomputeryzowany – najbardziej rozwinięta technologia na świecie – i
    mieliśmy bardzo dużo kłopotów," dodaje. "W końcu 40-osobowej ekipie zajęło to 4 lata pracy, dzień po dniu."
    Nie ma więc wątpliwości, że mieszkańcy Rapa Nui opanowali do mistrzostwa sztukę ustawiania
    posągów, w sposób, który dzisiaj można uważać za prymitywny. Lecz ich zapał i doświadczenie w tworzeniu posągów może mieć także ciemną stronę. Niektórzy sugerują, że mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej zostali
    pochłonięci tworzeniem większych, i większych figur co mogło byc powodem wyginięcia tej kultury.
    Na temat maui wciąż powstają nowe teorie. Jedne próbują wyjaśnić, do czego one tak naprawdę
    służyły, inne - jak te przedstawione w tym artykule - zajmują się sposobem ich transportu na miejsce przeznaczenia. Przy każdej z nich rodzą się jednakże wątpliwości.
    Ich rozwianie pozostawmy archeologom...

    Comment (7)


  • 225 - Channeling 18.09.2010 :: 14:57

    Comment (2)

    "Channeling" jest bardzo specyficznym sposobem kontaktu bytów niematerialnych z człowiekiem. To one wybierają właściwą, z ich punktu widzenia, osobę, porozumiewają się z jej umysłem, a podświadomość przekłada to na słowa mówione bądź pisane. Pozaziemskie byty rzadko używają języka werbalnego, zaś komunikacja z nimi odbywa się w jakimś transie. Zdaniem nadawców przekazów, największa trudność polega na tym, że fizyczne byty, czyli ludzie, nie wyrażają zgody na przejęcie pełnej kontroli nad nimi w czasie transmisji. Tymczasem tylko chwilowe zrzeczenie się swej osobowości pozwala na prawdziwą komunikację.

    W wielu wypadkach mają miejsce sesje channelingowe, w których uczestniczy grupa ludzi, najczęściej przyjaciół osoby kontaktującej się channelingiem. Oni zadają różne pytania i otrzymują na nie odpowiedzi, niestety, często mało precyzyjne, opatrzone niekiedy komentarzem, że jeszcze nie czas na odkrycie tych spraw lub że człowiek nie jest jeszcze gotowy na ten typ wiedzy.

    Channeling
    Na amerykańskim rynku wydawniczym spotyka się obszerną literaturę, wyrosłą z tych źródeł i popularną tam od szeregu lat. U nas pojawiła się ona stosunkowo niedawno i są to przeważnie tłumaczenia z języka angielskiego. Z rodzimych autorów najbardziej znana jest Elżbieta Nowalska, która opublikowała parę książek napisanych "pismem intuicyjnym", jak sama to określiła, na treść ich składają się przesłania Energii dla mieszkańców Ziemi.

    Jaką wiedzę otrzymujemy drogą channelingu?


    Przede wszystkim mowa jest o powiązaniu Ziemi z kosmosem. Jest to wiodący temat w amerykańskiej literaturze channelingowej. Przykładem może być książka Phyllis V. Schlemmer "Jedyną planetą Ziemia", gruby tom, na który składają się obszerne przekazy bytów pozaziemskich, jak i dialogi z nimi. Z wcześniejszych publikacji popularnością cieszyła się książka "Zwiastuni świtu" Barbary Marciniak, Amerykanki polskiego pochodzenia.

    Channeling
    Druga grupa tematyczna dotyczy kierunku rozwoju naszej cywilizacji przemysłowej. Mieszkańcy innych światów zaniepokojeni są beztroskim egoizmem człowieka, który traktuje Ziemię jak martwy organizm, eksploatując ją bez opamiętania, czym doprowadził do klęski ekologicznej, która coraz wyraźniej zaznacza się na wszystkich kontynentach.

    Sporo miejsca zajmują też sprawy: rozwoju duchowego, kontrowersji na styku wiedzy i wiary oraz potrzeby wypracowania nowego światopoglądu. Ta tematyka dominuje przede wszystkim w książkach E. Nowalskiej.

    Postaram się teraz przybliżyć zasygnalizowaną wyżej problematykę, opierając się na wymienionych publikacjach, jak i odwołując się do innych.

    Powody zainteresowania Ziemią


    Ilekroć uczestnicy sesji channelingowych pytają o to, dowiadują się, że cywilizacje pozaziemskie czują się odpowiedzialne za skolonizowaną niegdyś planetę. Ponadto niepokoi je pycha człowieka, który uzurpuje sobie prawo kontrolowania całej ludzkości.

    Autorzy "Gwiezdnego dziedzictwa" podają, że najmocniej związani z Ziemią są Plejadanie i mieszkańcy Zeta Reticuli. Ci ostatni odpowiedzialni są za tak zwane "wzięcia" różnych osób do statków kosmicznych. Ponadto odwiedzały Ziemię także istoty z Syriusza, kontaktujące się z dawnymi Egipcjanami, którym przekazały obszerną wiedzę z zakresu medycyny i astronomii.


    Natomiast cywilizacja z Zeta Reticuli szuka u nas odnowy genetycznej, gdyż rozmnażanie się drogą klonowania doprowadziło do degeneracji rasy. W kolejnej książce "Przybysze z wewnętrznych światów" autorzy akcentują
    duże podobieństwa w drodze rozwojowej ich cywilizacji i naszej. Otóż Zety doprowadziły do takiego zatrucia swej planety, że nie mogły już na żyć i musiały zejść pod powierzchnię. Obwiniały za to swoje emocje i drogą genetycznych manipulacji eliminowały je, wycofując się z biologicznej prokreacji. Zanikły więzi międzypersonalne. Obecnie widzą swoje ubóstwo wewnętrzne i dążą do regeneracji swej rasy przy pomocy ziemskiego kodu genetycznego. Chcąc poznać specyfikę ludzkich emocji, umieszczają w ciałach "wziętych" implanty, czyli rodzaj sond.

    O mzwiązkach Ziemi z innymi cywilizacjami mówi książka "Jedyną planetą Ziemia", Wymienia na przykład cywilizacje Hoova i Altea, które są fizyczne, jednak różnią się od Ziemian. I tak Alteanie mają dużo wyższe
    wibracje od nas, co sprawia, że są półprzeźroczyści. Natomiast Hoovidzi są niżsi, ciemnowłosi i ciemnoskórzy, a przy tym bardzo podobni do ludzi. Wiele dusz z tamtych cywilizacji inkarnowało się na Ziemi i teraz czują potrzebę wsparcia jej.

    Channeling
    Bardzo zawikłane powiązania Plejadan z Ziemią przedstawia w swej książce B. Marciniak. W świetle jej relacji oni byli kiedyś Pierwszymi Projektantami Ziemi i wyposażyli ludzi w swoje DNA. Nasza planeta miała pełnić funkcję międzygalaktycznego centrum wymiany informacji. Najwyższemu Stwórcy pomagały powołane przez niego hierarchie pomniejszych bogów-stwórców, spośród których część wyłamała się ze
    służby i zagarnęła Ziemię dla siebie. Autorka nazywa ich "bogami ciemności", którzy "żywią się" negatywnymi emocjami ludzkimi, pobudzanymi za pomocą specjalnych urządzeń. Obecnie nadeszła właściwa
    chwila do pozbycia się tej niewoli, dlatego dobrzy bogowie-stwórcy przesyłają na Ziemię wibracje miłości.

    Trzeba przyznać, że ze wszystkich znanych mi przekazów channelingowych ta opowieść brzmi
    najbardziej baśniowo, w stylu literatury fantasy.

    Jak wspomniałam wyżej, drugi nurt tematyczny w komunikacji channelingowej związany jest z troską o przyszłość Ziemi. Podobno nasza planeta jest jedyną, której mieszkańcy kierują się wolną wolą. Mogą więc dokonywać świadomych wyborów. Niestety, ludzie wybrali dla siebie rolę pasożyta na ciele Ziemi, a za najwyższy cel postawili sobie jak największe uprzyjemnienie bieżącego życia, choćby kosztem przyszłych pokoleń. Widząc postępującą degradację planety, narody obwiniają się wzajemnie, nie chcąc dostrzegać własnych błędów. Ten sam styl bycia prezentują jednostki. Nadawcy przekazów dziwią się: "Jak mogą narody egzystować w pokoju, jeśli ich ludzie nie są w pokoju sami z sobą?" Jest to bardzo sensownie postawione pytanie. Wkracza ono już w tematykę kolejnego nurtu, traktującego o naszym rozwoju duchowym.

    Interesująco naświetlają te sprawy książki E. Nowalskiej, zawierające przekazy kilku
    wysoko postawionych Energii, przybierających na czas transmisji popularne polskie imiona.

    Mnie zainteresowała publikacja zatytułowana "Ziemia w oczach Zaświatów. Myśli z innego wymiaru". Autorka przedstawiła w niej swój kontakt z Energią "Wojtek", której zebrani zadawali ważne dla nich pytania. Wojtek wyjaśniał istotę swej misji, mającej na celu nauczyć ludzi "czerpania ze swego wewnętrznego skupienia myślowego wiary w istotę człowieka", jak też zrozumienia, że człowiek jako taki jest najważniejszy, dlatego każdy powinien nauczyć się "w innych dostrzegać to, co widzi w sobie samym". Podkreślał, że ludzie wytworzyli nadmiar zła, "które wielkością swoją znacznie przerosło tę miarę zła, w granicach której jest ono dobre".


    Uznał dalej, że największym zagrożeniem dla Ziemi i człowieka jest chęć dominowania nad innymi, pragnienie bycia "kimś" i związana z tym pogoń za dobrami materialnymi i przyjemnościami. Tymczasem "losem ludzi na
    Ziemi jest doznawanie na zmianę cierpienia i radości", by móc tym sposobem kształtować uczucia. "Jeśli życie pozbawione jest uczuć, to jest ono bezsensem. Życie to aktywność, dzięki której uczysz się doznawać tego, co dobre, złe, miłe oraz dawać innym swe serce, myśli i czyny".

    Podkreślał też mocno nierozwagę ludzi, którzy pozwolili, by wrodzone dobro "zasklepiło się w nich", co doprowadziło do akceptacji zakłamania i fałszu. Współczesny człowiek przesadnie koncentruje się na sferze materii, wypierając ze swego życia duchowość, podczas gdy zadaniem jego jest zachowanie odpowiednich proporcji między nimi.

    Z rad, jakich Energie udzielały w swoich przekazach, warto odnotować potrzebę analizowania wydarzeń życiowych w ten sposób,
    aby widzieć swoje życie jako ciąg zdarzeń i myśli, a nie wyrywkowych epizodów. Tylko takie postrzeganie daje wiedzę o sobie, opartą na "widzeniu ciągu zdarzeń dziejących się w życiu człowieka, dostrzeganiu ich wzajemnych zależności". Te i podobne nauki sprowadzają się do nadrzędnej myśli: "Nie ma innej drogi przed Człowiekiem jak ta, którą jest wewnętrzne doskonalenie siebie".

    Natomiast wspomniane wcześniej kontrowersje na styku wiedzy i wiary wiążą się ściśle z potrzebą wypracowania nowego światopoglądu. W przekazach nie chodzi o
    jakiś nowy system wierzeń, kanonów, praw, narzuconych wszystkim i surowo przestrzegany. Nadawcy transmisji jak najbardziej optują za tolerancją i mówiąc o nowym światopoglądzie, mają na uwadze proces, jaki powinien zachodzić w umyśle poszczególnych ludzi, kierujących się wglądem w siebie, słuchających głosu własnej duszy.

    Można by tu postawić za J. White pytanie: "Czy przekazy zgodne są z naukami głównych religii i tradycji duchowych świata? Jeśli nie, to dlaczego?" Próbę odpowiedzi na to podjęłam między innymi w swojej książce "Tajemnice przeszłości i przyszłości Ziemi według jasnowidzenia, legend, channelingu i teleobserwacji", z której przytoczę potrzebny tutaj fragment, nawiązujący do postawionego wyżej pytania, a dotyczący
    początkowo książki "Zwiastuni świtu":

    Channeling
    "Tę zgodność sprowadziłabym do uznania Najwyższego Stwórcy i potrzeby wdrożenia idei miłości oraz rozwoju duchowego, prowadzącego do rozszerzenia świadomości, a tym samym przekształcenia naszego stylu życia na harmonijny z planetą i wszystkimi bytami fizycznymi i bezcielesnymi. Natomiast o religiach książka wypowiada się negatywnie, uważając że wprowadziły one wiele zła w życie ludzkości. Zbieżne to jest ze stanowiskiem Plejadan w publikacji, które tak sformułował autor:

    Mogłoby się wydawać, że przekazy channelingowe są antyreligijne. Nie jest tak. Energia Wojtek w książce Nowalskiej mówi o religii, że wyrosła ona z . Jednak dające do myślenia są następne zdania: .
    Dalej zwraca uwagę na fakt wykorzystania religii dla władzy, czyli manipulowania innymi, ale podkreśla, że ważniejsze jest, iż "dzięki religiom wzbogacały się uczucia ludzi i rozwijała się w nich sfera duchowa".

    Zapytany o Boga, odpowiada: "Mówiąc o nas, zaświatowych energiach, wspominam często o ENERGII, która przewyższa minne stopniem Swego naładowania, nazywając ją PANEM ZAŚWIATÓW. (...) Ale to jedynie symbol dla was. (...) Ale na pewno nie jest to PAN w sensie karania i nagradzania, bo ON tego po prostu nie robi..."


    Analizując przekazy istot pozaziemskich, zauważa się, że wszystkie uznają Najwyższy Byt, różnie go określając i wszystkie wiążą nasze religie z przybyszami z kosmosu, akcentując wypaczenia, jakie poczynili potem ludzie, co obróciło się na ich niekorzyść."

    Jak widać, transmisje nie walczą z przekonaniem człowieka o potrzebie świętości w życiu ani z jego wiarą w Stwórcę. Chcą nam tylko uświadomić niestosowność ślepej wiary we wszystko, co głoszą religie, które przez wieki nauczania wypaczyły szereg spraw, często, zresztą, w najlepszej,
    ich zdaniem, intencji. Właśnie te wypaczenia, uwidaczniające się na
    ogół w interpretacji świata i życia, wywołują kontrowersje z materialistyczną w swych założeniach nauką. Człowiek myślący, a więc rozwijający się, musi często wybierać między posłuszeństwem, którego wymaga wyznawana religia, a tym, co głosi nowoczesna nauka. Prowadzi to do zakłócenia jego spokoju wewnętrznego, wywołuje dysharmonię, która uzewnętrznia się w codziennym życiu.

    Nadawcom nie chodzi o pozbawienie wiary ludzkości, byłoby to, zresztą, niemożliwe. Oni rozumieją, że światopogląd człowieka zależy od poziomu jego świadomości, wiedzy i rozwoju duchowego. Dlatego kierują swe przesłania do kręgu ludzi nie związanych ani z fundamentalizmem religijnym, ani naukowym, za to otwartych na poznanie.

    Czy przesłania channelingowe budzą zaufanie?

    Pytanie to, podobnie jak inne (typu: kim jestem?), wymaga indywidualnej odpowiedzi. Inaczej sformułuje ją racjonalista, a inaczej zwolennik wiedzy tajemnej. Ten pierwszy, wychowany w kulcie nauki, odrzuci channeling, gdyż nie poddaje się żadnym naukowym metodom weryfikacji. Uzna go za wytwór chorej wyobraźni. Drugi natomiast powtórzy za Steinerem: "Kto za wiedzę uważa to, co się ujawnia zmysłom i będącemu na ich usługach rozumowi, dla tego wiedza tajemna będzie tylko pustym
    wyrażeniem".

    Nie znaczy to bynajmniej, że uważam przekazy channelingowe za część wiedzy tajemnej. Chodzi mi wyłącznie o otwarcie się człowieka na nieznane, o dopuszczenie przez niego istnienia innych
    dróg poznania, nie akceptowanych przez oficjalną naukę.

    Ciekawe przy tym jest stanowisko wielu ludzi mocno związanych z religią. Są oni skłonni przyjmować za prawdziwe doświadczenia mistyczne, aprobowane
    przez Kościół, ale odrzucają podobne przeżycia transowe, jak choćby channeling czy regresing, bo nie znajdują one uznania u duchowieństwa, bądź są wręcz potępiane przez nie jako przejawy sił nieczystych.

    Channeling
    Ludzie rzadko szukają prawdy w sobie, w głosie swej intuicji, w mowie duszy. Wolą polegać na autorytecie Kościoła lub Nauki, chociaż tu i tu występują tacy sami, jak oni, ludzie, a więc mogący mylić się, celowo ukrywać niewygodne dla siebie fakty, kierować się nie Prawdą, lecz tak zwanym nadrzędnym interesem reprezentowanych przez siebie instytucji.

    Zaufanie do głoszonego przez nie paradygmatu nie powinno jednak
    zastępować własnego myślenia, wartościowania, gdyż usypia umysł, spycha go na pozycje biernego konsumenta, wygodnictwa, hamuje własny, wewnętrzny rozwój (przy okazji podaję znaczenie "paradygmatu" według ujęcia prof. W. W. Harmana: "Paradygmat to zbiór nie kwestionowanych przekonań na temat człowieka, społeczeństwa i wszechświata, zawierający w sobie pewien system wartości, który z kolei wyznacza kierunek działaniom jednostki i społeczeństwa").

    Należałoby teraz ustosunkować się do pytania postawionego w nagłówku artykułu. Przedtem jednak warto byłoby wyjaśnić sobie zagadnie istnienia bytów niematerialnych typu "Wojtka", jak i cywilizacji pozaziemskich.

    Opublikowany niedawno na tych łamach obszerny artykuł o transkomunikacji wydaje mi się na tyle przekonujący, żeby przyjąć istnienie Zaświatów i możliwości kontaktowania się z nimi. Są też inne źródła potwierdzające nadprzestrzeń (obszar, którego istnienie można, jak dotąd, udowodnić jedynie matematycznie lub nadzmysłowo), zamieszkałą przez niefizyczne byty. Między innymi pisze o tym John White, żyjący współcześnie autor książki "Świt Ery Wodnika. Spotkanie Ducha i Nauki" Uznaje on istnienie "sfer egzystencji różnych niż ludzka, zamieszkiwanych przez znacznie bardziej rozwinięte istoty,
    zatroskane o nas i współodczuwające z nami. Ich istnienie jest według wielu tradycji nierozerwalnie związane z naszym. (...) Z ich punktu widzenia przyszłość rasy ludzkiej istnieje już w pewnym, nie dookreślonym stopniu - swym dalekosiężnym wzrokiem dostrzegają stojącen przed nami możliwości i mogą w niezauważalny sposób prowadzić nas ku upragnionym celom".

    Również teleobsewatorzy wojskowi zetknęli się z niematerialnymi bytami w nadprzestrzeni. W tej sytuacji odrzucanie istnienia tych istot nie miałoby sensu. Wobec tego należy również zaakceptować ich próby porozumienia się z nami.

    Wydaje mi się łatwiejsze do przyjęcia istnienie innych cywilizacji pozaziemskich niż uznanie nadprzestrzeni i jej mieszkańców. Skoro więc zgodzimy się na byty niefizyczne w Zaświatach, dlaczego nie mielibyśmy tego samego zrobić wobec przybyszów z głębi galaktyki? Dlaczego nie przyjąć za prawdę faktu łączności channelingowej z nimi? Z kolei, przyjmując to do wiadomości, dlaczego odrzucać ich rewelacje, często sprzeczne ze stanowiskiem oficjalnej nauki, jak na przykład te
    dotyczące czasu egzystowania człowieka na Ziemi? Godząc się na nowe drogi poznania, otwieramy sobie dostęp do źródeł wiedzy niewyobrażalnie starszej od naszej. Nic dziwnego, że wiele przekazów będzie budzić
    kontrowersje, a nawet sprzeciw, podyktowany ograniczonymi możliwościami ludzkiego mózgu.

    Grupy channelingowe, zanim zdecydują się opublikować zawartość przekazów, dyskutują je między sobą, dokonują pewnych selekcji, dobierając często materiał pod kątem możliwości przyswojenia go przez tych, którzy poszukują nowych interpretacji, nowych dróg własnego rozwoju. Niektóre publikacje są mimo tego zbyt szokujące dla przeciętnego odbiorcy, którego myślenie ukierunkowane jest przez religię bądź oficjalną naukę. Ludzie tego typu odrzucają więc omawiane książki, uznając je za bzdury, odgrzewanie mitycznych wątków bądź wręcz za przejaw szatańskich podstępów, mających na celu odwiedzenie ich od jedynego źródła Prawdy, za jakie uznają swoje
    kościoły lub utrwalone poglądy naukowe.

    Z tego względu jesteśmy świadkami zwalczania czasopism o profilu parapsychologicznym, tępienia ich przez księży i przedstawicieli nauki. Każda z walczących stron
    posługuje się własną argumentacją, ośmieszając założenia adwersarzy i starając się wykazać niepodważalność swojego stanowiska. Co począć w tej sytuacji? Komu wierzyć? Sobie - oto jedyna słuszna odpowiedź.
    Mędrcy Wschodu od bardzo dawna nauczają, że każdy z nas nosi prawdę w sobie, dlatego postulują ćwiczenie wglądu w siebie, poznawania siebie i poszukiwania odpowiedzi w sobie.

    Dlatego człowiek zadający
    pytanie zamieszczone w tytule tego artykułu, musi polegać na sobie. Jeżeli zdecyduje się przyjąć channeling za nową drogę poznania, na pewno zbudzi się w nim wątpliwość czy każda publikacja tego typu jest prawdziwa, zwłaszcza że zawartości ich niekiedy wykluczają się.

    Zgadzam się z tym, że zastrzeżenia rodzą się przy książkach pełnych ogólników i moralizowania. Być może mamy wtedy do czynienia z tak zwanym "fałszywym prorokiem", kimś w rodzaju "nawiedzonego" . Wówczas, kierując się najlepszymi intencjami, przetwarza on różne wiadomości ze źródeł autentycznych lub nieprawdziwych, zabarwiając to własną fantazją.


    Inni mieszają wiedzę channelingową ze swoją intuicją, dopowiadając rzeczy, których nie usłyszeli, a które, ich zdaniem, tak powinny wyglądać. Tego rodzaju publikacje mogą być interesujące jako obraz cudzego myślenia, pewna inspiracja, ale nie skłaniają do przyjmowania wszystkiego za pewnik. Te dwie grupy autorów można uznać za ulegające modzie i posiadające jednocześnie poczucie misji, jaką mają do spełnienia.

    Pozostaje ostatnia grupa, najbardziej wiarygodna, operująca mnóstwem faktów mających odniesienie do przeszłości Ziemi i
    duże prawdopodobieństwo. Autorzy tych publikacji nie są bezkrytyczni wobec otrzymywanych przekazów, starają się zweryfikować jak najbardziej ich jakość poprzez stawianie zmodyfikowanych pytań, krążących wciąż
    wokół tego samego zagadnienia. Pytania kierują do różnych nadawców, a potem porównują wypowiedzi, wyciągają wnioski, ewentualnie dzielą się z nadawcami swoimi wątpliwościami.

    Sądzę, że błędem byłoby
    odrzucanie channelingu tylko dlatego, że nauka nie jest w stanie uzasadnić tej transmisji. Nauka wciąż nie jest w stanie udowodnić wielun spraw metafizycznych, jak na przykład istnienia duszy, a mimo tego
    uznajemy je za prawdziwe. Rozwój fizyki kwantowej otwiera jednak nowe możliwości przed oficjalną wiedzą i zbliża ją do przyjęcia pewnychrozwiązań dawno już zadomowionych w wykpiwanej tak chętnie ezoteryce.

    Comment (2)


  • 224 - Straszne historie cz. 2 10.09.2010 :: 14:22

    Comment (1)

    "WAKACJE Z DUCHAMI"

    Aga miała 16 lat. W tym roku we wakacje pojechała an obóz nad jezioro. Jego uczestnicy zamieszkali w domkach znajdujących sie w lesie (kilkanaście metrów od brzegu jeziora). Poznała nowe koleżanki, a zaprzyjaźniła się z dwoma i z nimi to właśnie miała domek. Zapowiadały się wspaniałe wakacje. Pogoda była świetna, dziewczyny wciąż bardziej się zaprzyjaźniały i coraz lepiej dogadywały. Noce zawsze spędzały na pogaduchah. Tej jednak było inaczej. Jak zwykle około drugiej w nocy poszły spac. Było gorąco i mimo tego, że Aga leżała przy oknie, nie mogła zasnąc. Inne dziewczyny już dawno chrapały. W ciemności myślała o następnym dniu. Nagle za oknem usłyszała jakieś trzepotanie. Odwróciła się spokojnie, by to sprawdzic, ponieważ pomyślała sobie, że napewno jakiś palant robi im żart. Po chwili jednak znowu usłuszała ten hałas, ale jakby mocniej. Znów się obróciła i znów tam nic nie było. Przez dłuższą chwilę się uspokoiło. Po chwili jednak trzepotanie słyszała tak mocno... tak mocno jakby było tuż za oknem. Dziewczyna nie miała jednak ochoty by zwracac uwagę na głupków z obozu. To trzepotanie było tak głośne, że Gabi leżąca naprzeciwko niej się obudziła. Nagle wpadła krzyk. Aga podbiegła do niej pytając się co się stało. Nie musiała czekac na odpowiedź, bo za oknem ujżała wielkiego upiora z kosą.

    W padła w panikę i obudziła pozostałe dziewczyny. Wszystkie schowały sie pod kołdrę Gabi. Siedziały tam w pół godziny w nieprawdopodobnym strachu trzymając się gorączkowo za ręce.

    W pewnym momencie Gabi zdecydowała zerknąć, czy upiór nadal tam jest. Odważyła się odsłonić kawałek kołdry. Nikogo już za oknem nie było. Nic dziwnego, że dziewczyny bały się wychodzić z domku. Ola wzięła więc komórkę, by zadzwonić do opiekuna. Długo czekała aż usłyszy jakiś dźwięk w słuchawce. Nagle, zamiast sygnału, usłyszała w słuchawce ten sam dźwięk... krzyk upiora. Zemdlała. Dziewczyny nie miały pojęcia co począć. Postanowiły nie ruszać się spod kołdry. Po chwili Ola się ocuciła, jednak koleżanki spały. Nie budziła ich, ale próbowała również zasnąć. Daria obudziła się jako pierwsza. Nagle zauważyła, że nie ma Agi. Obudziła koleżanki. Przeszukały domek, ale jej tam nie było. Zaniepokojone szybko pobiegły do opiekunów i opowieziały o wszystkim, co wydarzyło się w nocy. Trudno się dziwić, że nie chcieli im uwierzyć. Koleżanki postanowiły nie tracić czasu na przekonywanie dorosłych o prawdziwości ich relacji. Szukały swojej koleżanki w lesie, aż do zmroku. Nagle tknęło coś Gabi,aby iść nad jezioro. Gdy tam przybiegły, zobaczyły nad brzegiem jakiś biały kłębek. Spodziewały się najgorszego. Gabi była z nich najodważnejsza i nie lubiała niepewności. Odsłoniła materiał i ujżała trupa Agi. Ola jak zwykle zemdlała, natomiast Daria i Gabi wpadły w krzyk. Usłyszeli to opiekunowie i szybko przybiegli nad jezioro. Wystraszeni przenieśli ją o kilanaście metrów dalej od brzegu. Jeden z nich sprawdził jej puls... jednak naprawdę nie żyła.

    Tej nocy wszyscy spali w strachu razem na stołówce, jednak i tak nikt nie mógł zasnąć. Koleżanki Agi cały czas szlochały, a opiekunowie pełni żalu i poczucia winy rozpaczali, że nie uwierzyli wtedy dziewczynkom. Następnego dnia kazali wszystkim uczestnikom obozu się spakować i wyjechali.

    W drodze powrotnej Artur (jeden z opiekunów) zadzwonił do rodziców Agi, którzy, jak było słychać w słuchawce, wpadli w ogromną rozpacz. Jej zrozpaczona matka tak głośno krzyczała, że usłyszał to nawet kierowca, a w oddali było słychać trzaski przedmiotów. Sześć dni później wyprawiono jej pogrzeb. Przyszło na niego wiele osób, w tym koleżanki Agi i opiekunowie. Uroczystość ta była pełna smutku i żalu... nawet niebo płakało. Ośrodka o dziwo nie zamknięto, jednak jego goście nadal słyszą czasami ten straszny hałas, a regularnie co sześć nocy nad brzegiem jeziora spaceruje duch zmarłej Agi.

    "BIAŁY KRÓLIK"

    Pewnego razu Sandra pojechała z rodzicami w góry. Jednego dnia została sama w hotelu, ponieważ bolała ją głowa. Pospała 4 godziny. Śniła mu się piękna łąka na której było pełno zwierząt... bawiły się z nią. Jednak nagle ze snu wyrwał ją okropny zapach. Coś strasznie śmierdziało jakąś padliną. Wyszła, by to sprawdzić. Zapach dobiegał z pokoju obok. Pomyślała, że może to lokator tamtego pokoju coś gotował na śniadanie i niedokładnie zmył naczynia... Zapukała raz. NIC. Zapukała drugi. NIC. Zapukała trzeci. NIC!!!. Chciała zapukać czwarty raz ale drzwi same się otworzyły, a w nich stał pół żywy mężczyzna z podrapaną twarzą. Sandra szybko wbiegła do jego pokoju żeby zadzwonić do rodziców. Podbiegła do telefonu, wykręcił numer ale nagle usłyszała jakieś piski z szafy. Bała się otworzyć, ale podeszła żeby rozpoznać po głosie zwierze, nagle drzwi same się troche otworzyły. Sandra nie chciała wiedzieć co tam jest więc je zamknęła. Lecz znowu się otworzyły ale tym razem z trzeskiem że aż odskoczyła na bok. W szafie siedział mały, biały królik. Po chwili usłyszał jakieś ryknięcie a kiedy się odwróciła zauważyła tylko jakieś pazury i poczuł straszny ból w nodze okazało się że w ułamku sekundy już jej niemiała. Umarła. Rodzice Sandry od razu gdy usłyszeli dziwny ryk w słuchawce postanowili wrócić. Ale gdy jechali mieli wypadek. Umarli. Niektórzy przechodnie mówili że wpadli w poślizg. Lecz jedna staruszka ciągle się sprzeczała i mówiła że na drodze widziała białego królika.

    "CZARNA PANI"
    Pewnego
    dnia, kiedy miałam 6 lat, byli u nas goście i musiałam spać z tatą w jednym łóżku. W nocy czegoś się bardzo przestraszyłam. Obudziałam się i zobaczyłam "czarną panią": mniej więcej metrową postać w czerni. Nachylała się nad moim śpiącym tatusiem. W pewnym momencie wyciągnęła spod szat długą rękę i chciał mu zrobić krzywdę. Niewiele myśląc uderzyłam ją z całej siły. Zjawa znikła, ale obudził się tata. Potem nic nie pamiętam. Rano pod okiem ojca widniał wielki siniak. Wszyscy się dziwili, że tata mała dziewczynka mogła uderzyć kogoś tak bardzo
    przez sen uderzyć. Tylko znajoma rodziców wpatrywała się we mnie dziwnym wzrokiem, którego nie zapomnę do końca życia. Do tej pory śni mi się często ta zjawa, która robi krzywdę członkom mojej rodziny... lecz nadal nie wiem dlaczego.


    "O MATCA I CÓRCE"
    Była sobie pewna
    dziewczynka. Miała na imie Kornelia. Mieszkała w okolicy Poznania. Jej matka była rozwódką, a ojciec widywał się z nią raz w miesiącu. Pewnego dnia, gdy przyszla do domu mama powiedziała do niej: Kornelia! Zejdź proszę! Mamy gościa!... To jest Marek i wskazała palcem na mężczyznę. Marek kierując wzrok na dziewczynkę powiedział: Twoja mama opowiadała mi o Tobie dużo. Jesteś solidną i grzeczną dziewczynką, ale to już nie ma znaczenia bachorze(!), bo niedługo ten świat nie będzie już dla Ciebie istniał, umrzesz-powiedzial, lecz resztę zdania tylko Kornelia mogła usłyszeć.
      Zaraz po rozmowie, jeżeli tak to można wogóle nazwać, matka powiedziała: A wiec już się poznaliście, ale musze Ci jeszcze coś powiedzieć; Ja i Marek zaręczyliśmy się... Dziewczyna z wściekłością krzykła do matki: Co??!!, -Kochanie wiem, że ciężko Ci to zrozumieć, ale chociaż spróbuj!-Nawet nie zamierzam!!!..Czy Ty słyszałaś co on do mnie powiedział?-Tak,że jest bardzo grzeczną i....-Nie, to drugie!- Nic więcej już nie słyszałam, a co takiego powiedział?-Że jestem bachorem i że umrę!-Nie kłam! Idź do pokoju! Nie wychoć stamtąd, dopóty nie przeprosisz Marka!-To oznacza, że nigdy nie wyjdę!.....
       Tej samej nocy miała koszmar. Śniło się jej, że leżac w łóżku nagle widzi Marka, który idzie ją zabić siekierą.

    Nagle się obudziła i zaczęło się dziać zupełnie to samo, co we śnie. Marek celował w nią siekierą. Kornelia zaczęła uciekać w stronę  schodów i wołać o pomoc
    mame. Matka wyszła na korytarz i nie mogła uwierzyć własnym oczom..- Marek, dla czego to robisz?..- Elu, nie rozumiesz? Po co nam dziecko? Przecież możemy być tylko we dwoje, razem. Nie potrzebny jest nam
    żadnen benkart. - Jak możesz tak mówić?! Jesteś chory!....i popchła go w kierunku schodów. Ale nic mu się nie stało. Jednak kiedy Kornelia go popchła zleciał i był już nie żywy, tylko niebieski płyn z niego się wylewał
        Obydwie postanowiły zakopać jego zwłoki w ogródku i nigdy, ale to przenigdy nie wspominać na ten temat. Tydzień później, po ulewnych deszczach i spadkach temperatury, zaczęło się robić naprawde ciepło. Ale tam, gdzie zakopały ciało Marka, zaczęły rosnąć niebieski róże z wielkimi kolcami. Zdawało się w nocy, że śpiewały: Elu, jesteśmy dla siebie stworzeni. Pewnego dnia gdy obydwie wyszły by podwieźć Kornelię do szkoły i pojechać do pracy,róże zaczęły śpiewać: -Za kilka pełni księżyca wrócę tu moja najdroższa,a wtedy policzę się z tym przeklętym bachorem. I od tamtej pory już nie śpiewały,nawet w
    nocy. Lecz zbliżały się pełnie księżyca.Czy to oznaka nowych kłopotów i powrototu Marka...?











    Comment (1)




  • |