]

                                                                                                                       


  • Odcinek 10 - "Skrzydlaty sojusznik" 18.04.2009 :: 18:04

    Comment (4)

    - Sandra podejdź. Mam wieści…


    - Co się stało? – spytała Samanta.


    - Policzyłam nasze wydatki i wyszło mi, że jeśli nie zaczniemy pracować zostaniemy bez pieniędzy.


    - Z naszymi demonicznymi problemami do zwykłej pracy iść nie możemy!


    - Ale musimy…


    - Mam dobry pomysł – powiedziała Samanta – Jak wiesz 10 lat ćwiczyłam taniec. Byłam nawet bardzo dobra. Poza tym mamy jakieś oszczędności? Co nie?


    - Coś by się znalazło.


    - Może otworzyłybyśmy szkołę tańca!


    - Dobry pomysł, ale czy opłacalny?


    - No jasne! Moja koleżanka ma już trzy szkoły, które dobrze prosperują.


    - Po pierwsze potrzebny nam jest lokal, choćby jedna sala.


    - Ja już od dawna nad tym myślałam i znalazłam kilka dobrych propozycji.


    - Dobra, zaryzykujemy. Zadzwoń do właścicieli tych miejsc i umów nas na spotkania


    Samanta była bardzo zadowolona. Od razu zabrała się do roboty. Zadzwoniła do właścicieli lokalów. Okazało się że ze wszystkich 7 ofert aktualna była jedna. Dziewczyny postanowiły tam pojechać. Lokal był niedaleko od ich domu. Niecałe 15 minut jazdy samochodem. Gdy zajechały na miejsce czekał na nich właściciel.


    - Dzień dobry!


    - Dzień dobry, jesteśmy zainteresowane kupnem lub wynajmem tego lokalu.


    - Zgoda zapraszam do środka.


    Właściciel otworzył drzwi. W środku było bardzo brzydko. Wszędzie znajdowało się potłuczone szkło i butelki po piwie. Na środku była ogromna dziura, a ze ścian odpadał tynk.


    - Trochę to zaniedbane – powiedziała Sandra


    - Tak, ale za to może będzie tańsze... Pamiętasz nasz dom? Był w gorszym stanie!


    - Masz rację, podołamy i z tym!


    - Przepraszamy, jaka jest cena? – spytała Samanta.


    - Jak dla pań to jedyne 3500 dolarów.


    - Nie jest tak drogo, bierzemy.


    - Zapraszam zatem podpisać umowę!


    - Idź Samanta, przecież to twój lokal, jak się pójdę rozejrzeć.


    Dziewczyna poszła z mężczyzną, a Sandra została w środku. Było czuć odrzucający smród. Poszła na zaplecze. Ku jej zaskoczeniu, pomiędzy tekturowymi pudełkami i gazetami leżał około 25 letni chłopak.


    - Kim jesteś i co tu robisz?


    - Głosy, wszędzie głosy! Nie mówcie do mnie szczury… Moja głowa!


    Sandra chciała go dotknąć. Przez przypadek podwinęła rękaw jego swetra. Na ręce miał znak podobny jakby do skrzydeł otoczony dwoma wężami zjadającymi się nawzajem. Znak zaczął świecić. Dziewczyna się przestraszyła i wybiegła.


    - Patrz mam już klucze! – krzyknęła uradowana Samanta wymachując nimi jak grzechotką.


    - Masz już klucze do lokalu, a lokal kupiłaś z jakimś gościem w pakiecie… - powiedziała Sandra ściszonym tonem, bo były właściciel właśnie przechodził obok nich.


    - Do widzenia! Zróbcie z niego dobry użytek. – rzucił na pożegnanie.


    - Do widzenia! – krzyknęła Sandra, a były właściciel wyszedł trzaskając drzwiami.


    - Jakim znów gościem? – zainteresowała się Samanta.


    - Leży na zapleczu, a w dodatku nie jest „normalny” i to w dosłownym tego słowa znaczeniu.


    - Jak to?


    - Na ręku ma świecący znak. Musi być kimś magicznym.


    - Chodźmy do niego.


    Gdy weszły na zaplecze, zobaczyły stwora z czarnymi skrzydłami. Był bardzo wysoki. W dłoniach trzymał płonący miecz, którego koniec unosił się centymetr nad ciałem „gościa”. Sandra wyciągnęła rękę przed siebie i wyrzuciła z siebie łańcuch piorunów. Okazało się, że demon był uodporniony na jej moc. Został tylko draśnięty i po chwili zniknął.


    - A to co było?


    - Nie wiem… lepiej zajmijmy się naszym gościem.


    - Popatrz on ma gorączkę…  - powiedziała Samanta.


    - Zabierzmy go do naszego domu.


    - A jak jest demonem?  


    - Nie jest nim, inaczej by się bronił przed tamtym czymś.


    Dziewczyny z wielkim trudem zaciągnęły mężczyznę do auta i pojechały z nim do domu.


    - Na początku zaprowadź go do łazienki, bo brzydko pachnie. – rzekła Samanta.


    Po  5 minutach.


    - Kąpie się, a ty znalazłaś coś? – zapytała Sandra.


    - Tak! Ten znak co ma na prawej ręce oznacza że jest Nefelimem!


    - Eee… kim?


    - Nefelimem! Są to dzieci aniołów i ludzi. Mają moc rozumienia każdego języka, nawet zwierząt i roślin. Maja również moc leczenia. Otrzymują  moc w dniu swoich 20 urodzin. Polują na nie upadłe anioły.


    - Upadłe anioły?


    - Są to anioły które zostały skazane na wygnanie za zabicie drugiego anioła. Karą ich jest czarnienie skrzydeł lub ich całkowite obcięcie. Jeśli zabiją nefelima, otrzymują ich moc na 24 godziny i mszczą się nad innymi.


    - Niewiele rozumiem… A jak go zabić?


    - Jego własną bronią.


    W tym samym czasie upadły anioł przeniósł się do swojej kryjówki, w której było jeszcze dwóch innych aniołów.


    - Co się stało?


    - Dwie wiedźmy mnie zraniły, do tego zabrały Nefelima.


    - To mamy problem.


    - Musimy zaatakować razem!


    - Nas trzech, a one dwie. Na pewno wygramy.


    - Zaatakujemy przed północą!


    Minęło prawie 9,5 godziny. Zostało pół godziny do północy. U chłopaka na plecach zaczęły wyrastać skrzydła.


    - Może nie zaatakują?


    - Nie wiem, miejmy taką nadzieję!


    Nagle dookoła łóżka Nefelima pojawiły się trzy postacie. Jedną z nich był anioł zraniony przez Sandrę. Kolejne dwa były bez skrzydeł. W ich rękach pojawiły się płonące bronie: miecz, bicz i maczuga. Zamachnęli się nad Nefelimem


    - Ej, wy tam! Jeśli go zostawicie to pozwolimy wam odejść, a jak nie…


    - To co? Na waszą moc jesteśmy uodpornieni…


    - Ale na swoją nie.


    Niespodziewanie Samanta przybiegła koło demona. Zamroziła płonącą maczugę i zabiła nią jednego anioła. Zamienił się ze swoją maczugą w popiół.


    - Widzę że umiecie z nami walczyć. Ale my się nie damy.


    - Odejdźcie bo skończycie tak jak wasz kolega!


    - Ja znikam! – powiedział anioł z biczem.


    - Nie zostawiaj mnie! Zawsze muszę wszystko sam robić…


    Zostało jeszcze pięć minut do północy. Demon zamachnął się i rzucił swoim mieczem w Samantę. Przebił jej brzuch na wylot. Dziewczyna straciła przytomność.


    - Samanta. Samanta! – w rozpaczy krzyczała Sandra.


    Nagle oczy Sandry wypełniły się piorunami. Powiał silny wiatr. Kobieta uniosła się nad ziemię.


    - Teraz mnie popamiętasz…


    Na ręce Sandry pojawiła się ogromna kula piorunów, która po wyrzuceniu poleciała w stronę upadłego anioła. Po trafieniu w niego rozsypała się i wyleciały z niej pioruny, które otoczyły anioła. Po chwili zamienił się w pył.


    - Samanta odezwij się, Samanta!


    W głuchej ciszy zaczął bić zegar. Z góry nad ciałem chłopaka, pojawiły się białe promienie. Nefelim uniósł się nad łóżkiem. Nagle na jego plecach pojawiły się, ogromne, piękne białe skrzydła. Jego szare ubrania stały się złote. Bez słowa podszedł do nie dającej znaków życia Samanty. Położył na niej swoje ręce. Rana po mieczu zaczęła znikać.


    - Sandra!


    - Samanta ty żyjesz!


    - Właśnie… sama się dziwię…


    - Nie ważne co się stało, ważne że żyjesz!! Nie wiem jak ci to wynagrodzić –Sandra zwróciła się do Nefelima.


    - Wy mnie też uratowałyście i bardzo wam za to dziękuję. Od tej pory możecie zawsze na mnie liczyć. Wystarczy, że mnie zawołacie.


    - A jak się nazywasz?


    - Dan, wołajcie na mnie Dan.


    Po tych słowach rozpłynął się w powietrzu.

    Comment (4)




  • |