]

                                                                                                                       


  • Odcinek 11 – „Nieproszeni klienci” 24.04.2009 :: 18:37

    Comment (3)

    Powoli prace wyremontowania szkoły dochodziły do końca. Dziura na środku parkietu została załatana, ściany pomalowane. Dziewczynom został tylko jeden mały kłopot – nie wiedziały jak szkołę nazwać.


    - Sandra, sala jest gotowa, tylko ciekawe jak nazwiemy tę szkołę? Ja nie mam pomysłu!


    - Nie wiem? Może Mini Broadway?


    - Nie podoba mi się.


    - To może po prostu Dance School?


    - Zbyt proste…


    - No to ja nie wiem… Sama coś wymyśl!


    I tak przez kilka godzin kłóciły się, wreszcie po długiej naradzie doszły do wniosku, że nazwą szkołę -  "Vamos Bailar" co po hiszpańsku znaczy „chodźmy tańczyć”.


    Nadszedł wielki dzień otwarcia. Obie czuły ogromne podekscytowanie. Przyjechała lokalna przedstawicielka gazety „ Time In NY”, wielu fotografów, nawet telewizja. Przyszło wielu zainteresowanych: młodych i  starszych.


    Tymczasem w Podziemiu, Shax ze swoimi demonami obmawiał zabicie sióstr.


    - Musimy ich się pozbyć! Zebrały już kilka składników do wywaru unicestwiającego mnie!


    Nagle w płomieniach pojawiła się dobrze zbudowana postać - męska postać. Miał on krótko ścięte włosy. Na sobie czarne spodnie, czarną koszulkę bez rękawów.


    - Kogo chcesz się pozbyć, ojcze?


    Okazało się, że postacią tą był Simon.


    - Nieważne, pewne dwie osoby…


    - Jakie osoby? Może ja coś na to poradzę?


    Shax machnął ręką. Tym gestem sprawił, że wszystkie demony oprócz Simona znikły!


    - Simonie, to nie są zwykłe osoby. To dwie czarodziejki, które chcą mnie unicestwić.


    - W takim razie ja muszę temu zaradzić! Nie pozwolę, żeby jakieś nędzne czarownice zabiły mojego ojca, który uratował mnie przed złą matką!


    - Nie jestem pewny czy sam dasz sobie radę…


    - Nie bój się o mnie!


    - Na wszelki wypadek wyślę z Tobą trzy demony.


    - Niech będzie!


    - Sansen, Sensoj, Sonsuj  - zawołał.


    Nagle całą pieczarę Shaxa pochłonęła mgła. Z tej mgły wyłoniły się trzy, dziwne postacie o nieregularnych kształtach.  Jeden z nich nie miał oczu, drugi uszu, trzeci ust. Mieli dobrze rozwiniętą myśl czytania w myślach. Ubrani byli wszyscy w zwiewne, poszarpane, szare szaty.


    - Witajcie! Mam dla was zadanie. Wraz z moim synem macie zabić dwie czarownice!


    - Tak jest nasz panie!


    - Obie dzisiaj otworzyły szkołę tańca. Może uda wam się zrobić zamieszanie…


    - Ja wiem co zrobimy! – rzekł Simon


    - Co?


    - Zapiszemy się do niej! Tylko tyle że oni tak się nie mogą pokazać wśród ludzi!


    - Jak to?


    - Przez kilka dni będziemy tam ćwiczyć. Potem jak zostaną któregoś dnia same zabijemy je i po kłopocie! Tylko zamień ich w ludzi!


    - Nie jestem pewny co do twojego pomysłu, ale niech będzie!


    Shax klasnął w dłonie i w mgnieniu oka Sansej, Sensoj i Sensuj zamienili się w ludzi.


    - Kim my jesteśmy? – zapytały demony.


    - Nie narzekajcie, macie się słuchać mojego syna. Idźcie i przynieście mi prochy wiedźm!


    Po tych słowach wszyscy czterej znikli.


    Pojawili się przed wejściem do szkoły. Nagle Simona zaczęło boleć znamię na prawej ręce, w tym samym czasie obie siostry też.


    - Co się dzieje z moją ręką? – powiedziała Sandra.


    - Ciebie też boli? – zdziwiła się Samanta.


    - To musi być jakiś znak…


    Sandra odwróciła się i zobaczyła przed sobą bardzo przystojnego mężczyznę. Był to jeden z demonów w skórze człowieka.


    - Chciałbym się zapisać do waszej szkoły!


    - Nie ma sprawy, proszę za mną.


    Oboje poszli do pokoju. Sandra prowadziła przyszłego klienta. Nagle oczy demona zaczęły się świecić, ale usłyszał w myślach głos braci:


    - Jeszcze nie, powstrzymaj się!


    - Coś panu jest? Niewyraźnie pan wygląda…


    - Już nic. Oczy mnie bardzo zabolały przed chwilą!


    Sandra spojrzała na niego z podejrzliwością, ale nic nie powiedziała.


    Każdy z nich zapisał się do szkoły. Oprócz demonów i Simona na drugi dzień do szkoły przyszło jeszcze około 20 osób.


    - Witajcie wszyscy na pierwszej lekcji tańca. Na początek pokażecie co potraficie. Nauczę was dzisiaj choreografii, którą zatańczycie na koniec dnia – powiedziała Samanta.


    - Hrrr, żadnego tańca miało nie być, myślałem że zabijemy je i będzie spokój!


    - Nie narzekaj i słuchaj się mnie. Rób co mówi. – powiedział Simon


    I tak przez  10 godzin Samanta torturowała wszystkich swoją choreografią, oczywiście z przerwami. Wszyscy byli bardzo zmęczeni.


    - 10 minutowa przerwa a potem pokażecie czego się nauczyliście - powiedziała instruktorka.


    Samanta poszła do łazienki. Za nią poszedł jeden z demonów. Gdy weszła demon zamachnął się nad nią kulą energii, już miał ją wyrzucić, ale Simon strzelił w niego pociskiem ogniowym, demon rozsypał się w drobny mak. Nagle odwróciła się Samanta.


    - Co pan tu robi? To jest damska toaleta…


    - Ooo przepraszam, nie zauważyłem.


    Simon wrócił na parkiet. Jeden z demonów zapytał go:


    - Gdzie jest Sansej?


    - Nie słuchał  się mnie, chciał wszystko zrobić szybko, więc został zabity i jeśli się nie będziecie słuchać to podzielicie jego los!


    - Czy ja wam przypadkiem nie przeszkadzam? Ty pierwszy pokażesz choreografię! – z oburzeniem krzyknęła Samanta wchodząc na salę za podniesionymi głosami.


    Simon wyszedł na środek, a Samanta włączyła muzykę.


    - On jest nawet dobry – szepnęła jej na ucho Sandra.


    - Może być!


    - Dobra! Wystarczy panie…


    - SSSamie! Możesz mówić mi Sam.


    - Wystarczy!  Nawet nieźle, ale widzę że stać cię na więcej! Dzisiaj daruję wam tę choreografię, ale jutro macie wszyscy ją zaliczyć. Do widzenia!


    Samantę coś w duchu męczyło. Nie wiedziała co to jest. Czuła jakby znała Sama już od dawna.


    Wszyscy poszli do szatni, aby się przebrać. Sansoj i Sensuj zaczęli się naradzać jak zemścić się na Simonie za śmierć Sanseja.


    - Nie pozwolimy żeby jakiś synalek Shaxa zabijał naszych braci!


    - On zaraz będzie wychodził ze szkoły… zabijmy go w tej uliczce w której się pojawiliśmy.


    - Zgoda.


    Simon wyszedł ze szkoły. Poszedł w kierunku wspominanej przez demony uliczki. Nagle na plecach poczuł okropny ból od kuli energii.


    - Zabiłeś naszego brata, więc za to my cię teraz zabijemy!


    - Zabijajcie, ale mój ojciec was zabije wcześniej niż sobie wyobrażacie!


    Oczy demonów zaczęły świecić czerwonym kolorem.


    - Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa – krzyknął Simon.


    W cieniu uliczki pojawiły się siostry, które zamykały szkołę. Gdy demony zobaczyły je Simon zdążył uciec. Zniknął. Przestali mieć ludzką postać. Zmienili się w demony z krwi i kości.


    - Co to?


    - Ja biorę tego po lewej, a ty tego po prawej – krzyknęła Sandra.


    - Ok.


    Rozpoczęła się walka. Tymczasem ranny Simon wrócił do podziemia.


    - Co ci jest ? - zapytał Shax.


    - Twoje demony mnie zaatakowały! Zabij ich!


    - Nie podaruję im tego!


    Po tych słowach znikł.


    Walka wciąż trwała. Sandra została draśnięta promieniem z oczu demona. Już stwór podchodził do dziewczyny, już miał wycelować w nią, aż tu nagle zaczął płonąć. To samo zaczęło dziać się z jego bratem. W oddali czarodziejki zobaczyły dziwną zjawę, która pokazała palcem na szyi, że zginą. Obie wiedziały, że to Shax!

    Comment (3)




  • |