]

                                                                                                                       


  • Odcinek 12 - "Problem z mitologią" 03.05.2009 :: 18:40

    Comment (8)

    Była ciepła sobota. Obie siostry odpoczywały po ciężkim tygodniu w szkole tańca. Ciągle rozmyślały kogo tajemniczego atakowały demony.  Gdy rozmawiały tak na kanapie, ze strychu dobiegł je jakiś hałas. Czym prędzej pobiegły w tamtym kierunku. Na strychu zobaczyły demona, leżącego na podłodze i otwartą księgę cieni którą chciał ukraść. Sandra już się nad nim zamachnęła, ale Samanta ją powstrzymała.


    - Stój, uwięzimy go w klatce z magicznych kamieni. Może nam coś powie!


    - Ok, ale później się go pozbędziemy.


    Sandra poszła po kryształy, ułożyła je wokół demona. Gdy się obudził, był w magicznym więzieniu.


    - Co wyście mi zrobiły?!


    - Nic, „zapuszkowałyśmy” cię! – zaśmiała się Sandra.


    - Teraz nam wyśpiewasz do czego była ci potrzebna nasza księga cieni! – wskazała na jego nos druga z sióstr.


    - Nic wam nie powiem!


    - Tak?! Sandra!


    Sandra do środka klatki wpuściła mały promień piorunów który otoczył demona. Stwór zajęczał z bólu!


    - Jak nie powiesz, moja siostra może się z tobą tak bawić cały dzień. Ona łatwo się nie poddaje.


    - To powiesz czy nie?!


    - Nic nie powiem!


    Samanta spojrzała się na Sandrę. Miała już wypuścić piorun ale demon zaczął krzyczeć.


    - Dobra, dobra powiem wam po co była mi wam potrzebna wasza księga cieni.


    - Zatem słuchamy!


    - Szukam złotego jabłka…


    - Brzmi znajomo.


    - Szukałem go przez wiele wieków. Po jego zjedzeniu można stać się nieśmiertelnym. No ale nie wiem gdzie ono jest. O pomoc zwróciłem się do Shaxa. Powiedział mi że odpowiedzi znajdę w waszej Księdze Cieni. Myślałem że wszystko pójdzie łatwo, ale wasza głupia księga jest chroniona silnym zaklęciem które mało brakowało a by mnie zabiło.


    - I byłby spokój. – skwitowała Sandra.


    - Złote jabłko potrzebne nam jest do wywaru, ale najpierw… co zrobimy z tym nędznikiem?


    - Wypuśćcie mnie!


    - Chciałbyś, Sandro daję ci tę przyjemność - zabij go!


    - Ach dziękuje ci za to…


    Na ręce Sandry pojawiła się wielka kula piorunów, którą zabiła demona. Po tym wzięła Księgę Cieni i położyła na stojaku.


    - Mówił prawdę o złotym jabłku. Daje nieśmiertelność. Znajduje się w pięknej krainie Hesperyd. Są to strażniczki. Mieszkają tam mitologiczne potwory: harpie, gorgony, cyklopi, centaury, chimery, ptaki  stymfalijskie i wiele innych.


    - Co?! O połowie tych stworzeń w ogóle nie słyszałam. – zamyśliła się Samanta.


    - Ja też, ale dla Simona musimy zrobić dużo.


    - Jak go odnajdziemy to mu powiem co musiałyśmy przeżyć. A jak się można dostać do tej krainy?


    - Wejście znajduje się w Central Parku na Kamieniu Czarownic.


    - Już się domyślam, że musimy iść wieczorem…


    - Na to wygląda, ale na początku wyposażmy się w broń.


    Znalazły kilka luster na gorgony i… tylko tyle bo nie wiedziały jak walczyć z innymi stworami. Ściemniło się. Obie pojechały do Central Parku. Doszły do Kamienia Czarownic.


    - Samanta , tu nic nie ma!


    - Zapomniałam ci powiedzieć. Dookoła tego kamienia trzeba narysować pentagram tak żeby on znajdował się w samym środku.


    - Tylko ciekawe czym narysujemy.


    - Nic nie wzięłam do rysowania, ale mam pomysł. Ułożymy patyki w kształcie pentagramu. Może zadziała.


    - Nie wiem, ale można zobaczyć.


    Łamały tylko długie giętkie patyki.


    - O to już ostatni kij! Nic się nie dzieje!


    - No nic. Chodźmy lepiej do domu. Jutro przyjdziemy lepiej zaopatrzone.


    Obie pojechały do domu. Gdy odjechały kije zaczęły się świecić i otworzył się portal. Wyszły z niego trzy gorgony, wyleciało 5 harpii i 3 ptaki stymfalijskie a także groźna Chimera. Nagle powiał silny wiatr, który rozwiał patyki tworzące pentagram. Portal się zamknął.


    Rano gdy dziewczyny oglądały telewizję, w wiadomościach mówiono o dziwnych posągach w central parku, oraz ludzi zaatakowanych przez nieznane stworzenia.


    - Coś mi to przypomina…


    - Wybierzmy się do parku i zobaczymy co się tam stało!


    Gdy przyszły na miejsce, cały park otoczyła policja, a wejście było zabronione.


    - Jak się tam dostaniemy?


    - Zrobisz małe tornado które przestraszy policjantów. Jak będą uciekać to wejdziemy.


    - Ale ja nigdy nie robiłam takiego czegoś! A jak się komu coś stanie?


    - Nie będziesz przecież robić tornada stopnia piątego. Tylko mały wir, który przestraszy policjantów.


    -Ok.


    Sandra zamknęła oczy. Nagle w oddali zaczęło wiać. Wiatr utworzył się w mały wir, który wciągnął do środka śmieci. W tej samej chwili policjanci zaczęli uciekać. W czasie tego chaosu siostry weszły do strefy zakazanej.


    - Dobra, już uspokój ten wir.


    - Ale jak?


    - Ty się mnie pytasz? Spróbuj pomyśleć o spokoju, żeby przestało wiać, bo widzę że to coś przybiera na sile.


    - Spróbuję.


     Sandra zamknęła oczy. Natychmiast wszystko ucichło.


    - Trochę miasto będą musieli posprzątać!


    - Lepiej, że śmieci niż ludzi zamienionych w posągi! Popatrz!


    Ujrzały kilkoro przerażonych ludzi  zamienionych w kamień.


    - To pewnie sprawka gorgon.


    Nagle nad ich głowami pojawiły się harpie. Były to uskrzydlone stwory o głowie kobiety i tułowiu ptaka. Miały długie, okropne szpony, którymi mogły zabić. Harpie otoczyły dziewczyny.


    - To co teraz zrobimy?


    - Na trzy wyjdziesz z kręgu a ja się sama rozprawie z nimi.


    - Sama? Ok!


    - Raz, dwa i… trzy!


    Sandra uciekła z kręgu. Już harpie zbliżały się do Samanty. Dziewczyna skuliła się i nagle rozprostowała. Wypuściła falę zimna, którą zamroziła stwory. Gdy upadły na ziemię rozsypały się w drobny mak.


    - Tego nigdy nie widziałam!


    - Myślałam nad tym atakiem kilka dni.


    - Opłacało się! Chodźmy dalej.


    Niepewnie szły przez opustoszały park. Czuły się dziwnie. Po chwili zobaczyły przed sobą trzy gorgony zamieniające człowieka w kamień.


    - Nie mogę na to patrzeć!


    Zaczęły się zbliżać do dziewczyn. Były to stworzenia o tułowiu węża, zębach dzika, a zamiast włosów miały węże.


    - Nie możemy patrzeć im w oczy. Bierz lusterka. Czekamy aż podejdą bliżej. Gdy będą chciały nas zamienić odwrócimy się i lustra postawimy przed ich twarze. Mam nadzieję że zamienią się w kamień.


    - Idą… są coraz bliżej.


    - Znowu na trzy…


    - Zgoda!


    - Raz…


    -Dwa…


    I razem – Trzy!


    Pokazały potworom lusterka. Wszystkie we trzy zaczęły krzyczeć . Węże na głowie zamieniły się w pył a reszta ciała zamieniła się w kamień. Gdy Sandra dotknęła jedną z nich zamieniła się w piasek. To samo zrobiła z dwiema kolejnymi.  Wszyscy ludzie zamienieni w kamień stali się znowu  żywi. Nie pamiętając o niczym.


    Gdy szły,  po drodze zabiły trzy ptaki stymfalijskie. Były to  ptaki z żelaznymi piórami, które spadając na ziemię zabijały a ich odchody były trujące. 


    - Patrz! Jest kamień, ale portal jest zamknięty. Chyba wiatr rozwiał patyki!


    - Ale popatrz kto go chroni!


    - To chyba Chimera! Trudno będzie się z nią walczyło…


    - Mam pomysł. Ja się zajmę potworem  a ty postarasz się ułożyć pentagram żeby otworzyć portal.


    - No dobra...     


    Było to stworzenie ziejące ogniem, tułów miało lwa, głowę kozy a ogon skorpiona.


    - Ja się postaram go odciągnąć, a ty czym prędzej biegnij do kamienia.


    Samanta pobiegła do kamienia. Zaczęła zbierać patyki i je układać. Sandra poszła walczyć ze stworem. Używała swej mocy, ale potwór był na nią odporny.


    - Samanta szybciej, ja sobie nie dam rady z nim!


    - Już kończę!


    Z położeniem ostatniego kija otworzył się portal. Chimera miała już ukłuć Sandrę, ale została wciągnięta przez portal do środka. To samo stało się z prochami gorgon, harpii oraz ptaków stymfalisjkich.  Na drugiej stronie portalu ożyły.


    - Popatrz - tam widać złote jabłko!


    - Jakie ono piękne!


    - Jest niedaleko, wejdę i szybko pobiegnę i je zerwę.


    - Zgoda. Tylko uważaj na siebie! –krzyknęła za siostrą Sandra.


    Samanta weszła w portal. Zaczęła biec. Stwory które zabiła ruszyły za nią. Doszła do drzewa z jabłkiem. Nie mogła go dostać. Postanowiła zamrozić drzewo. Dotknęła je ręką. Zamieniło się w lód. Jabłko spadło. Kobieta je podniosła i zaczęła biec w stronę portalu. Już dochodziła do przejścia, ale nagle przed nią pojawiła się harpia. Stanęła między młotem a kowadłem. Z jednej strony miała harpię z drugiej chimerę, ptaki stymfalijskie, gorgony oraz biegnącego cyklopa. Nagle harpia rozsypała się w  pył.  Sandra ją zabiła.


    - Nikt nie będzie atakował mojej siostry! – wrzasnęła.


    Samanta przeszła na drugą stronę portalu. Od razu pozbierały patyki. Portal się zamknął.


    - Mało brakowało, a byś tam została…


    - Dzięki ci siostro… wracajmy do domu. Zamiast odpoczywać, mamy drugą pracę. Tylko tyle że nie płatną.


    - A gdzie jest złote jabłko?


    - Ooooo, chyba zgubiłam?


    - Co?!


    - Żartuję, jest tutaj.


    Samanta wyciągnęła z kieszeni błyszczące jak słońce jabłko.


    - Ono jest cudowne!


    - Masz rację. Schowaj je, ktoś idzie.


    Podszedł do nich policjant.


    - Co panie tu robią i jak się tu dostały?


    - A nic… zwiedzamy sobie!


    - Nie wiedzą panie, że grasują tu dziwne stworzenia.


    - Teraz już nie. – szepnęła Sandra tak, że usłyszała to tylko Samanta.


    Po tych słowach odeszły.

    Comment (8)




  • |