]

                                                                                                                       


  • Odcinek 13 - "Ratujmy Joela" 23.05.2009 :: 20:32

    Comment (5)

    Odcinek 13 – Ratujmy Joela.


    Był ciepły poniedziałek. Obie dziewczyny poszły do szkoły tańca. Samanta dawała lekcje zaś Sandra zajęła się sprawami papierkowymi. Gdy tak siedziała w gabinecie, nagle pojawił się Dan.


    - Dan? Daaaaaaaaaaan! Jak dobrze cię widzieć! – wpadła w jego ramiona – Gdzie twoje skrzydła, nie mów tylko, że ci je obcięli!


    - Nie, nie obcięli. Potrafię je chować. Co by ludzie powiedzieli jakby zobaczyli mnie ze skrzydłami? Ale nie przybywam na pogaduchy. Dostałem pierwsze zadanie.


    - Jakie?


    - Muszę uratować chłopaka, który jest pół-czarodziejem a pół-czarnoksiężnikiem.


    - Możesz trochę jaśniej?


    - Jego matka była czarodziejką jak wy, a jego ojciec był potężnym czarnoksiężnikiem . Nazywał się Kasar.


    - Przed czym masz go chronić?


    - Przed tym, żeby nie zabił żadnych magicznych istot.


    - Dlaczego?


    - Przez to że jest czarnoksiężnikiem może przechwycić moce zabitych istot. Jeśli przechwyci ich za dużo, stanie się zły do końca życia. Nawet jego dobra czarodziejska połowa nic nie pomoże. Więc przybywam, żebyście mi pomogły go znaleźć. W zamian za to dostaniecie ode mnie katańczę wielką. Każdy z nas ją posiada, bo potrafi uleczyć śmiertelnika nawet z najcięższych ran.


    - Z wielką chęcią ci pomożemy. Nawet gdybyś nie miał katańczy...


    - A gdzie jest Samanta?


    - Prowadzi lekcję. Zaraz ją zawołam.


    Sandra z przejęciem pobiegła po Samantę. Samanta była akurat z grupą, w której tańczył Simon.


    - Samanta, Samanta! Mam dobrą wiadomość! Dan jest w gabinecie!


    - Co! Nasz Dan nasz anioł?


    - Ciszej, ciszej. Tak!


    - Przerwa, 15 minut. – Samanta zwróciła się do grupy.


    Te słowa zaniepokoiły Simona. Poszedł za siostrami. Gdy weszły do pokoju Simon stanął pod drzwiami i podsłuchiwał.


    - Cześć Dan. Co cię do nas sprowadza i gdzie twoje skrzydła?


    - Schowane. Musimy uratować pół czarnoksiężnika, pół czarodzieja.


    - Co?


    - Wszystko ci powie Sandra, ja muszę znikać. Ktoś mnie woła. Spotkamy się u was w domu.


    Po tych słowach znikł.


    - O co chodzi?


    - Musimy uratować osobę, która po zabiciu kogoś magicznego staje się coraz bardziej zła. Jeśli to zrobimy dostaniemy od Dana katańczę.


    - Aaaaa…


    - Ty każ wszystkim iść do domu, a ja zaparkuję samochód pod szkołą.


    - Zgoda.


    Gdy Simon usłyszał, że jego siostry wychodzą, szybko się oddalił i udawał że wiąże sznurówki.


    - Powiedz wszystkim, że lekcje na dziś są odwołane.


    - Okej…


    Gdy obie się oddaliły w płomieniach przeniósł się do Shaxa.


    - Ojcze, ojcze! Mam dobrą wiadomość!


    - Jaką?


    - Wiedźmy muszą uratować pół czarodzieja, pół czarnoksiężnika. On po zabiciu istoty magicznej…


    - …zabiera jego moc – wiem, wiem... – dokończył Shax.


    - Pomaga im jakiś anioł… Dan, czy jak mu tam.


    - To pierwsze zadanie tego Dana. Na pewno jak nie wykona go, anioły przeznaczenia odbiorą mu moc. – po chwili -  Mam pomysł. Będę wysyłał demony niskiego rzędu, które będą go atakować. Jak znać czarnoksiężników ma moc kul energii albo wchodzenia w ciało demona i od środka go niszczy.


    - Aaaaaaaaa…


    - Idź, śledź wiedźmy. Wybierz sobie kilku z tych błaznów.... Jak znajdą tamtego to od razu każ im atakować, ale tylko wtedy kiedy będzie sam.


    - Zgoda.


    Dom sióstr. Obie zbierają informacje o Kandyktach – osobach pół czarodziejskich, pół czarnoksięskich.


    - Mało tu o nich – rzekła Sandra – tylko jest wymienione jak się one nazywają.


    Nagle w domu pojawia się Dan.


    - Wiem gdzie on jest. Niestety zabił już kilka demonów. Jeśli zabije jeszcze kilku na zawsze będzie zły.


    - Gdzie on jest teraz?


    - W Central Parku…


    - No to jedziemy. Musimy go jak najszybciej zabrać stamtąd, żeby nikt go nie zobaczył.


    - Poczekajcie. Będzie szybciej jak was przeniosę. Złapcie mnie za ręce.


    Sandra i Samanta załapały za ręce Dana. Wszyscy zniknęli. Po chwili znaleźli się w Central Parku.


    - Gdzie on jest?


    - Muszę go wyczuć!


    - Nie musisz. Jest tutaj!


    - Popatrzcie na jego twarz... połowa przeobrażona w łuski. A jego oko przyjęło kolor krwisto czerwony. – zauważyła Sandra.


    - Zaczęła się jego przemiana. Musimy go chronić.


    - Przenieś nas do domu wraz z nim. – poprosiła Samanta.


    Gdy Dan chciał go przenieść powstała pewna siła która go odepchnęła.


    - Co to było?


    - Nie wiem, najlepiej go nie dotykaj Dan, bo sam jeszcze zginiesz.


    - A jak się do domu dostaniecie?


    - Dan mnie przeniesie – rzekła Sandra – a potem przyjadę samochodem.


    - Zgoda…


    Po tych słowach znikli.


    Wszystko to widział Simon. Powiedział:


    - Droga wolna możecie atakować, tylko pojedynczo!


    Pierwszy poszedł Uker. Gdy się pojawił przed Samantą uderzył ją ręką. Dziewczyna została ogłuszona. Nagle obudził się chłopak. Gdy ujrzał stwora, nagle zamienił się w dym i przez nos wleciał w demona. Nagle demon zaczął wywijać się z bólu… po czym rozleciał się na kawałki. Zamiast stwora pojawił się chłopak. Upadł na kolana. Jego ręka została przeobrażona. Stała się bardzo czerwona.


    Po krótkiej chwili na miejsce przybyła Sandra. Ujrzała leżącą siostrę i przeobrażanego chłopaka.


    - Co ci się stało – Samanto?!


    - Zaatakował mnie demon! Ogłuszył mnie. A gdzie chłopak?


    - Tam leży. Jego ręka już została przeobrażona. Zabije jeszcze ze dwa demony i po nim.


    - Zabierzmy go do domu jak najszybciej. Tam będzie bezpieczny.


    Wsadziły go do samochodu i pojechały do domu. Gdy przyjechały na miejsce ledwo co przyniosły go do środka, ponieważ stał się dwa razy cięższy.


    - Co mu się stało? – spytał Dan.


    - Zabił kolejnego demona…


    - To niedobrze.


    - Jak najszybciej ukryjmy go w magicznej klatce. Nikt go nie zaatakuje wtedy.


    - Dobry pomysł. Zostań z nim Dan, a my pójdziemy po kamienie i po księgę cieni.


    Gdy dziewczyny były na strychu w salonie pojawił się kolejny demon.


    Demon był wysoki, chudy. Twarz miał bardzo pomarszczoną. Był ubrany w długa czarna togę. Gdy ujrzał Dana, użył kuli powietrza. Po uderzeniu w anioła znikła, ale ogłuszyła go. Momentalnie ożył chłopak.  Popatrzył się na demona. Oczy mu się zaświeciły niebieskim płomieniem. Na ręce pojawiła się ogromna kula energii. Wciągnęła demona. Potem wleciała w chłopaka.  Jego nogi stały się dwukrotnie zwiększone. Jeszcze normalna została lewa część jego twarzy. Wszystko to się działo na oczach dziewczyn. Chłopak już nie zapadał w sen.  Zaczął atakować siostry. Zamienił się w dym i gdy w tej postaci zaczął się zbliżać do kobiet, nie wiedząc co robić, osłoniły się księgą cieni. Otoczyła je polem siłowym. Dym otoczył je z każdej strony. W oddali pojawił się Dan.


    - Tutaj. Chodź do mnie!


    Dym zamienił się w postać człowieczą.


    - Czuję magię. Zaraz zginiesz!


    W tej samej chwili pojawił się trzeci demon. Był inny niż dwa poprzednie. Był równy posturze chłopakowi. Nie był to demon niższej rangi. Był to Junkas. Demon wysoko usytuowany według rangi demonów.  Gdy go zobaczył zrezygnował z Dana tylko zaczął atakować Junkasa. Chłopak zamienił się w dym. To samo zrobił Junkas. Miał moc przejmowania innych mocy. Gdy się oboje zderzyli odrzuciło ich na kilka metrów. Przy czym rozbili stary zegar babci rodzeństwa.


    - Zegar babci! – powiedziała Samanta


    - Teraz są ważniejsze sprawy. Sprawdźmy w księdze cieni jak można pokonać tego demona. Po chwili – mam. Wystarczy podane niżej zaklęcie.


    „Wietrze szumiący gdzieś w oddali


    Na naszych oczach demona zabij!”


    Z demona wyłaniał się biały dym. Po chwili Junkas wyparował.


    - Zginiecie – powiedział chłopak.


    Już się zbliżał do dziewczyn. Nagle przed oczami stwora pojawił się duch kobiety.


    - Synku. Joel. Nie rób tego. Nie bądź jak swój ojciec. Zabił mnie żebyś był zły. Ja nie chcę tego.


    - Mama?


    Po tych słowach duch znikł.


    Upadł na kolana i zaczął płakać. Wrócił do swojej pierwotnej człowieczej postury. Znaki demoniczności ulotniły się.


    - Nie martw się, naszą mamę też zabił demon. Chcemy się zemścić na nim.


    - Dziękuję wam za pomoc. Teraz zabiorę go ze sobą na górę żeby wyszkolić go na obrońcę aniołów przeznaczenia. Będzie dobry. W zamian za przysługę dostaniecie ode mnie katańczę. Dysponujcie nią rozsądnie. – powiedział Dan, pochylając się nad Joelem.


    - Nie ma za co i dziękujemy.


    - Chodź Joel. – podał chłopakowi dłoń - Złap mnie za rękę. Spotkasz tam swoją matkę.


    Oboje znikli w promieniach światła.

    Comment (5)




  • |