- Zginiesz – ze złością krzyknęła Sandra
- Zobaczymy wiedźmo
Już stwór miał przeniknąć dziewczynę i ją rozerwać na strzępy od środka, ale nagle do pokoju weszła Samanta. W ostatniej chwili zmieniła go w sopel lodu. Potem wzięła wazon stojący na komodzie i uderzała nim zamarzniętego demona.
- Siostro! Nic ci się nie stało?
- Nie
- A twoja noga? Kiepsko wygląda
- To tylko draśnięcie kulą energii. odtąd kiedy wiemy jak wygląda Simon mamy w domu średnia pięć demonów dziennie. A gdzie nasze życie, nasze obowiązki, szkoła tańca?
- Musimy jak najszybciej zdobyć brakujące składniki do eliksiru unicestwiającego Shaxa. A no właśnie? Ile nam ich brakuje jeszcze?
- Chyba trzy.
- Chodź zobaczymy w Księdze Cieni jak je zdobyć, bo jak nie pokonamy Shaxa to on pokona nas.
Gdy weszły na strych, zobaczyły jak kartki Księgi same się obracają.
- A co to?
- Nasza mama! Pomaga nam!
- Popatrz! Błoto Koryntajskie? To mamy poszukać?
- Chyba tak.
- co o tym piszą?
- Jest to zielone błoto, które jest bardzo trujące. Znajdowało się na bagnach u stóp Koryntu.
- znajdowało się? Dlaczego czas przeszły?
- Bo tych bagien już nie ma. Wyschły po pokonaniu ostatniej bagiennej wiedzmy przed dwu tysiącami lat temu przez tamtejszych ludzi za to że zabierał rolnikom magicznym sposobem ziemie uprawne. Zamieniła je w bagno. Gdyby jej nie zabito to bagna pokryłyby cały świat. Bagno ściśle związane jest z wiedźmą. Jeśli ona umiera to jej kraina też.
- Jest coś jeszcze o tej wiedźmie?
- Ma moc chmur kwasu i przywoływania różnych bagiennych istot. Jest również napisane coś dla czarownic, tylko jest zamazane ostatnie słowo: Czarownica zainfekowana chmurą kwasu staje się… I nie ma! Co tu może być?
- Nie wiem. Może martwa?
W tym samym czasie Księga Cieni zaczeła się świecić. Zamknęła się i otworzyła się na stronie z zaklęciem na cofnięcie czasu.
- Dziękujemy! – krzyknęły dziewczyny
- Tak to nigdy nie pomaga za bardzo a dzisiaj na każdym kroku – szepnęła Sandra
- Mamy cofnąć się czasie? To coś nowego!
- No to do dzieła!
Czas chcemy naprawić,
złu się przeciwstawić,
błędy swe zreperować,
i tajemnicy magii dochować.
Dziewczyny otoczył ogromny pierścień dymu, który zamienił się w wir. Po chwili powstał rozbłysk i dziewczyny znikły.
- gdzie my jesteśmy?
Krajobraz był bardzo ponury. Wszędzie było mnóstwo błotowatej substancji. Czuć było dziwny zapach. Rosnące drzewa były bardzo zniszczone, na których był dużo wron, jakby czekały na kogoś.
- Zabieramy trochę tego dziwnego błota i znikajmy stąd, bo nie chcę spotkać tej wiedźmy.
Sandra wzięła słoiczek i nabrała do niego błota. Gdy się nachyliła jakieś dziwne stworzenie z długimi mackami złapało dziewczynę za rękę. Dziewczyna bardzo się przestraszyła i piorunem zniszczyła to coś. Nagle w oddali zobaczyły głosy i światła pochodni. Byli to ludzie goniący czarownicę. Niespodziewanie wybiegła ona zza krzaków. Niska, zgarbiona postać, z wielkim, czubatym nosem. Wyciągnęła rękę ku dziewczynom. Wyleciała z niego wielka chmura duszącego dymu. Samanta odskoczyła, ale Sandrę dym trafił. Otoczył ją po czym wszedł w nią. Nagle niespodziewanie uderzył w nią wielki patyk, który przebił ja na wylot. Wiedźma zginęła.
- Znikajmy, bo zaraz nas wezmą za wiedźmy.
Złapały się za ręce i przeniosły się do własnych czasów.
- Mam nadzieję że więcej tu nie wrócimy.
- Nareszcie w domu.
Gdy Samanta podeszła do okna zobaczyła bagna. Wszystkie domy były porozdzielane bagienną roślinnością i bagna.
- Co się stało – Sandro!
Odwróciwszy się zobaczyła jak jej siostra zamienia się w małą garbata postać o dziwnej, lekko zielonej karnacji.
- Co ci się dzieje? – po chwili – O nie! Tak zadziała na nią ten dym.
Zmieniona Sandra uderzyła z wielka siłą Samantę i wyskoczyła przez okno wprost w błoto, po czym znikła.
- Dan! Dan! Daaaaaaaaaaan!
- Już wiem co znaczył tamten zamazane słowo: „Czarownica zainfekowana chmurą kwasu staje się bagienna wiedźmą.
- Dan, do jasnej cholery. Gdzie ty jesteś!?
- Co się stało?
Sandra stała się bagienna wiedźmą i to dlatego wszędzie SA bagna. Zmieniłyśmy przyszłość.
- To niedobrze!
- Co musimy zrobić, bo w Księdze Cieni nic nie ma.
- Na pewno nie możemy dopuścić, żeby nikogo nie zabiła, bo zawsze zostanie wiedźmą. Takie jest prawo magii.
- Ale jak ma się stać człowiekiem?
- Tego to nie wiem.
- Poszukajmy jej, wyczuj ją!
Dan zamknął oczy i nagle mówi.
- Jest na Statui Wolności.
- Może tam kontrolować całe miasto.
- Wiedz jedno, na razie jej moc jest słaba. Może wezwać najwyżej dwa potwory, ale z każdą godziną jej moc rośnie.
- Zabierz mnie do Sandry.
- Zgoda!
- To tu? To w ogóle nie wygląda na Nowy York. Wszędzie jest tak brzydko – powiedziała Samanta
- Zobacz! Sandra jest tam! Chyba próbuje wezwać potwory.
- Chyba jej się udało. Upadnij Dan!
Pojawiły się dwa potwory. Pierwszy z nich był olbrzymem o grubych nogach i rekach. Całe ciało i twarz była obrośnięta mchem, a z głowy wyrastały gałęzie. Drugi był mały, z muskulatury podobny do pierwszego tylko z taką różnicą że rzucał kulami trucizny.
- uciekajmy w stronę Sandry.
**********
- Sandra! Pomocy! Odeślij ich. Chcę z tobą pogadać!
- Znikajcie moje pupilki! A ty podejdź! Pogadamy, ale na osobności.
Sandra złapała ją za rękę i oboje zniknęły w zielonym dymie. Dziewczyny pojawiły się w domku na drzewie na wysokim drzewie.
- Jeśli mi coś zrobisz to ona zginie?
W klatce z ostrego bluszczu znajdowała się nieznajoma kobieta.
- Nic ci nie zrobię. Jesteś przecież moją siostrą.
- Mam propozycję tak lub nie!
- Jaką?
- Zostań bagienną wiedźmą. Jest cudownie. Razem opanujemy cały Nowy York, Stany Zjednoczone, cały świat.
- Nie chcę! Chcę być zwykłą czarownicą i chcę uratować Simona.
- To nie!
Na ręce Sandry pojawiła się ogromna kula trucizny. Już była wycelowana w tą kobietę, ale Samanta uzyła swojej mocy zamrażając jej rękę.
- Coś mi zrobiła? Zginiesz natychmiast!
Sandra uderzyła Samantę tak mocno, że dziewczyna wyleciała z domu na drzewie. Z Samanta było bardzo źle.
- Co ja zrobiłam! Samanta!
Dziewczyna stała się znowu normalna i czym prędzej pobiegła do siostry.
- Samanta ja nie chciałam! Daaaaaaan! Wybacz mi!
- Wiem o tym! Popatrz się na świat. Jest taki jak kiedyś.
- Nie umieraj! Daaaaaan!
- Pamiętaj że zawsze będę cię kochać.
- Dan! Jesteś! Ulecz ją!
- Dlaczego tak długo leczysz? Co się dzieje?
- Daj mi chwilkę.
Samanta zaczęła się wybudzać.
- Ty żyjesz! Dziękuję ci Dan!
Sandra rzuciła się na ręce Dana.
- Zabierz nas do domu.
- Już się robi!
Zaistniałą sytuacją, siostry nauczyły się że nie można igrać z czasem i zmieniać tego co się już wydarzyło.