]

                                                                                                                       


  • Odcinek 5 - "20 lat później" 20.02.2009 :: 17:49

    Comment (4)

    I tak prze dwadzieścia lat Sandra i Samanta żyły w niewiedzy, że są czarodziejkami. Sandra wyrosła na wysoką blondynkę z niebieskimi oczami i krótkimi włosami. Ubierała się w dżinsy i bluzki z wielkim dekoltem. Samanta była niskiego wzrostu.  Miała długie kruczoczarne włosy, które zazwyczaj były rozpuszczone. Sandra i Samanta dość często się kłóciły nawet o małe drobnostki, np. co która ma założyć do szkoły. Obie były bardzo wysportowane. Samanta zdobyła nawet pierwsze miejsce w okręgowych zawodach pływackich.  Wszyscy mieszkali w domu Misty na przedmieściach.


                    Pewnego dnia Sandra i Samanta były w domu. Misty szykowała kolację. Jak zawsze dziewczyny się kłóciły.


    - Przestańcie!  – powiedziała ze zdenerwowaniem Misty – nie wypada takim dziewczynom kłócić się o takie bzdety. Siedźcie cicho i czekajcie na kolację!


    - Ale ona…


    -To mnie nie obchodzi która zaczęła. Macie być cicho i koniec.


    Misty poszła do kuchni. Nagle Sandra i Samanta usłyszały huk upadających naczyń. Pobiegły do kuchni i zobaczyły leżącą na podłodze Misty.


    - Misty! Misty!


    - Dzwoń po pogotowie – powiedziała Sandra


    Samanta pobiegła do telefonu a Sandra próbowała ją reanimować.


    - Sandra i ty Samanto podejdźcie do mnie – powiedziała ostatkiem sił kobieta – muszę coś wam powiedzieć o waszej matce.


    - Nie wysilaj się. My już wszystko wiemy – powiedziała Samanta


    - Nie wszystko… najważniejszego… nie wiecie… Wasza matka była czarownicą!


    - Czym? Kim? Ona majaczy! Nic nie mów… – powiedziała Sandra


    - Ja nie majaczę… to prawda... Mówiłam wam, że wasza matka zatruła się jakąś trucizną… i kazałam ją skremować, ale to nieprawda… Zabił ją demon i zamieniła się w kupkę prochu… poza tym wasza moc jest zawieszona.


    - To my mamy jakąś moc?


    - Nie bierz tego do serca. Ona majaczy. A poza tym gdzie ta karetka? – powiedziała Sandra


    - O! Już jest!


    - Gdzie jest poszkodowana? – do mieszkania wbiegł sanitariusz


    - Tutaj! W kuchni! – krzyknęła Samanta.


    -  Dziewczyny , ja nie kłamię i weźcie to sobie do serca że po mojej śmierci będziecie narażone na różne niebezpieczeństwa. I wiedzcie, że bardzo was kochałam choć nie byłam waszą matką…


    Po tych słowach straciła przytomność


    - Misty, Misty! Nie umieraj. – załamała się Samanta


    - Odejdź może sanitariusz jej pomoże.


    Wtedy doktor wziął urządzenie które przyłożył do piersi Misty. Kobietę odrzuciło. W głuchej ciszy słychać było ciągły odgłos świadczący o tym, że umarła. Kobiety zaczęły płakać. W tym samym czasie w domu Emmy zaczęły się dziać niesamowite rzeczy. Strych cały się rozświetlił. Zamknięta dotąd na cztery spusty skrzynia otworzyła się. Wyłoniła się z niej Księga Cieni . Lewitowała nad skrzynią. Księga otworzyła się i pojawiły się nad nią dwie świecące kulki, które wyleciały prze wybite okno prosto do Sandry i Samanty. Otrzymały znów swoją moc.


    Dwa dni później odbył się pogrzeb Misty. Byli na nim wszyscy znajomi. Ceremonia była bardzo ujmująca.  Na koniec przybrane córki położyły na trumnie dwie czerwone róże.  Potem wróciły do domu. Ale coś im nie pozwalało się uspokoić. Ciągle miały w głowie opowieść Misty, że są czarodziejkami. Na drugi dzień postanowiły pojechać  do swojego starego domu.


    Gdy zajechały na miejsce, ujrzały totalną ruinę. Okna były powybijane. Wszystkie meble, które były w środku zostały skradzione.  Chodziły po całym domu. Weszły wreszcie na strych. Ku ich zdziwieniu, na podłodze zobaczyły wielką plamę, jakby coś się tam wcześniej spaliło. Bardzo zaciekawiła je wielka skrzynia, więc podeszły bliżej. Nie mogły jej otworzyć. Nagle Samanta w nerwach machnęła nad nią ręką. Skrzynia zaczęła się otwierać. Dziewczyny przestraszyły się. Po otwarciu kufra nieufnie do niego zajrzały. Z ciemności wyłoniła się księga. Sandra wzięła ją do ręki. Gdy ją otworzyła, zobaczyła dziwne składy wyrazowe. Zaczęła czytać jedno z nich.


    „Moc trzech, uwolni nas od wszelkiego zła”


    Po tych słowach w podziemiu zaczęło się robić głośno. Czarodziejki żyją. Tylko ich moc jeszcze nie jest rozwinięta. Dowiedział się o tym Shax. Postanowił wysłać do nich na powitanie demona.  Wysłał Kruksa – był to demon niżej rangi. Miał moc ognia.


    Tymczasem w domu dziewczyny oglądały Księgę Cieni. Nagle wyślizgnęła się Sandrze z rąk i wyleciały z niej dwa listy. Jeden był zatytułowany do Sandry i Samanty a drugi do Simona.


    - Do jakiego Simona? – powiedziała Samanta


    - Poczekaj przeczytajmy list do nas to może się wyjaśni.


    - Ok.


    Zaczęły czytać.


                    Drogie córeczki.


    Na pewno mnie nie pamiętacie. Jestem waszą prawdziwą matką.  Bardzo was kocham. Misty wam pewnie nie powiedziała że jesteście czarodziejkami. Możecie wierzyć lub nie, ale waszym przeznaczeniem jest odnalezienie waszego brata – Simona. Jak czytacie ten list to na pewno nie żyję. Sandro ty masz moc powietrza i burzy, zaś ty Samanto masz moc wody i lodu. Muszę kończyć. Pamiętajcie że bardzo was kocham.


    P.S


    Nie otwierajcie listu Simona.


    - Mamy brata.


    - Dlaczego nam o tym Misty nie powiedziała?


    - Tego ja nie wiem – powiedział chrapliwy głos


    - Kto to powiedział?


    - Ja. Zabiję was.


    Był to Kruks. Rzucił w dziewczyny kulą ognia.


    - Co to?


    - Ja chyba wiem. To jest demon - powiedziała Sandra – Pamiętasz? Misty mówiła że naszą mamę zabił demon.


    - Ale jak to pokonać?


    - Mamy przecież jakieś moce. Tylko nie wiem jak ich użyć.


    - Wymyśl coś szybko, bo to coś już się zbliża!


    - Poczekaj spróbuję... Ja mam prawdopodobnie moc wody, więc...


    Dziewczyna wyciągnęła rękę przed siebie i powiedziała „woda”. Nic się nie stało.  Demon zaczął się śmiać. Rzucił w Samantę kulą ognia. Sandra krzyknęła – nie mnie! – a z jej ręki wyleciał wielki promień piorunów. Demon zaczął krzyczeć. Po czym rozsypał się na miliony kawałków. Po tym Sandra zemdlała. Po kilkunastu minutach Samanta ocuciła siostrę.


    - Zabiłaś go! Jupi


    - Ale jak to możliwe.


    - Nasza mama miała rację jesteśmy czarodziejkami. Patrz na mnie.


    Samanta wyciągnęła rękę przed siebie, z której wyleciały lodowe igły.


    - Ja też mam moc. Jeszcze przeczytałam w tamtej księdze że nie można magii używać w celach prywatnych i od tej pory będziemy narażone na ataki demonów.


    - Jak tak, to musimy ćwiczyć swoje moce. – odpowiedziała jej siostra.


    - Mam jeszcze inny pomysł! Wyremontujmy ten dom i zamieszkajmy w nim... – uradowała się Samanta.


    - To świetna myśl! Tak zrobimy…


    Zabrały się do roboty i po trzech miesiącach zaniedbaną ruderę zamieniły w piękny domek jednorodzinny.

    Comment (4)




  • |