]

                                                                                                                       


  • Odcinek 8 – „Kwiat Fauna” 29.03.2009 :: 18:47

    Comment (8)

    - Sandra uważaj! – z przejęciem krzyknęła Samanta


    Demon wycelował w kobietę kula piorunów. Sandra zasłoniła się rękami. Wtedy Samanta wyciągając ręce przed siebie zabiła demona promieniem lodowym.


    - Uff … mało brakowało, jak chcesz kolejny raz wzywać demona to róbmy to razem. Wiesz, że nasze moce nie są w pełni rozwinięte…


    - Popatrz! Coś zostało z tego demona… - powiedziała Sandra


    - Jakaś kartka… - Samanta podniosła pergamin z ziemi.


    - Co jest na niej napisane?


    - Jakieś dziwne rysunki, dziwny kwiat na jakiejś ręce oraz zamazany napis „una”. Nie mogę odczytać pierwszych liter.


    - Pokaż – dziewczyna wyrwała siostrze kartkę.


    Obie nie mogły odczytać pierwszych liter. Nagle Sandra wpadła na pomysł.


    - Doznałam oświecenia! W Księdze Cieni widziałam zaklęcie na ukazanie tego czego nie widać lub nie ma. Chodźmy na strych.


    -No gdzie to było? – zaczęła szukać - Jest! Zaklęcie na coś czego nie ma lub nie widać.


    -Ukaż….


    - A co robisz?


    - Wypowiadam zaklęcie. – odpowiedziała spokojnie Samanta.


    - Uważaj na skutki uboczne. Przecież na  pierwszej stronie księgi jest napisane: „Nie używaj magii w celach osobistych, inaczej będą niespodziewane skutki”


    - To nie jest rzecz osobista. To może być dowód że demona tego nie zabiłaś tylko odegnałaś na jakiś czas.


    - Dobra… niech ci będzie.


    - „Ukaż to co niewidoczne, pokaż  to co zamglone,


    Niech ujrzymy tego czego nie widać tu i teraz”


    - Popatrz na kartkę! Wszystko robi się widoczne!


    - To jakaś mapa. A tam jest napisane…


    - Kwiat Fauna!


    -Czy przypadkiem nie potrzebujemy tego składnika do wywaru unicestwiającego Shaxa?


    - Tak


    - No to ruszamy w kolejną podróż!


    - Niech będzie… – z westchnieniem powiedziała Samanta. – To co musimy zrobić?


    - Zobaczmy co piszą o tym kwiecie w Księdze cieni.


    - Mało jest. Tutaj napisano, że to jest najpiękniejszy kwiat na świecie. Nikt dotąd go nie widział. Chroni go potężny demon Faun. Wiele Czarownic i demonów zginęło podczas poszukiwań go, bo daje on ogromną moc wywarów unicestwiających. Nie można zabić Fauna przed zerwaniem kwiatu, bo inaczej kwiat zginie razem z nim.


    - A gdzie się on znajduje?


    - Nic więcej nie napisali, ale na szczęcie mamy mapę.


    Zapomniały o niby zabitym demonie a tym czasem stał on niedaleko, użył mocy niewidzialności.


    - „Niech mnie zaprowadzą do tego Fauna, a ja resztą się zajmę” – pomyślał.


    - Pokaż mi mapę, poszukajmy wejścia. – powiedziała Samanta.


    Obie z przejęciem zaczęły oglądać mapę.


    - Początek znajduje się pod znakiem jakby fali, obok niej stoi Statua wolności.


    - Tam musi być chyba wejście. Nie mamy wyboru, musimy iść tylko nocą żeby nikt nie widział.


    Obie ubrały się w czarne skórzane kostiumy. Jak nigdy czuły, że ktoś je obserwuje.


    - Nie pomyślałyśmy tylko jak tam się dostaniemy


    Nagle obie znalazły się obok Statui wolności. Nie wiedziały co to było


    - Zawsze muszę brać sprawy we własne ręce – pomyślał demon.


    Demon przeteloportował dziewczyny.


    - Nie wiem kto to zrobił, ale fajnie mieć taką moc.


    - Przestań, teraz nie wiemy co robić. Pokaż mapę.


    - Wejście znajduje się gdzieś pod wodą. Zabaw się w Mojżesza! Masz  moc wody, może się ukaże wejście.


    - Ale nie wiem co robić.


    - Myśl o wejściu do świata Fauna.


    Samanta podeszła na brzeg morza, podniosła ręce do góry. Nagle na wodzie ukazał się ogromny wir z wielką czarną dziurą w środku.


    - Ciekawe jak się tam dostaniemy, do tego wiru jest jeszcze jakieś 500 metrów… - powiedziała podenerwowana Sandra.


    - Poczekaj jeszcze nie skończyłam!


    Kobieta rozpostarła ręce przed siebie. Nagle wody rozstąpiły się na dwie strony i odkryła się sucha droga prowadząca do wejścia.


    - Dobra jesteś!


    - Wiem o tym.


    Obie przybiły sobie piatkę.


    Z niepewnością szły po drodze. Bardzo się bały. Z dwóch stron miały słupy wody. Widziały nawet jak pływają ryby.


    - Dobra weszłyśmy, co dalej?


    - Najpierw zajmę się tym, żeby nikt tego nie zobaczył.


    Pstryknęła palcem i obie strony morza wróciły na swoje miejsce.


    -Ciemno tu trochę. Może jest tu jakaś latarnia?


    - Uważaj!


    Nagle z obu stron ścian wyleciały ostre jak brzytwa kolce.


    - Dzięki, uratowałaś mi życie.


    - Nie ma za co, musimy zdobyć kolejny składnik.


    - Co jest na mapie teraz?


    - Długi tunel z zasadzkami, potem jak dojdziemy do końca jest coś jakby labirynt a w środku labiryntu jest nasza zdobycz.


    I tak przez kilka godzin szły w nieznane. Ciągle było ciemno i wilgotno. Było czuć zapach stęchlizny. W rogach leżały szczątki demonów i czarownic.


    - Mam nadzieję, że my tak nie skończymy.


    - Nie myśl tak nawet. – wzdrygnęła się Sandra.


    - Patrz… widzę światło, chodź szybciej.


    Zaczęły obie biec, nagle zatrzymały się na brzegu przepaści.


    - Tego nie było na mapie.


     


    - I jak mamy przejść dalej?


    -Popatrz, tam jest jakaś tabliczka. „Przejdziesz dalej jeśli uwierzysz. Idź w przepaść.


    - Co!?


    - Róbmy co każą.


    Wzięły się za ręce, w duchu mówiły sobie że nic się nie stanie. Gdy położyły pierwsze nogi na przepaści zaczęły się pod ich nogami pojawiać betonowe płytki. Nagle pod stopami Sandry nie pojawiła się.


    - Sandra zaraz ci pomogę, zaraz cię wciągnę… - Samanta złapała siostrę w ostatniej chwili.


    - Drugi raz ci dziękuję.


    - Nie ma za co. Jesteś moją siostrą.


    Gdy się odwróciły, ujrzały wielki labirynt zbudowany z dziwnych latorośli.


    - Musimy wchodzić, ale popatrzmy znowu jakaś tabliczka.


    - „Im szybciej będziesz biegł tym szybciej nie zginiesz”


    - Co to ma znaczyć?


    - Zaraz zobaczymy…


    Niepewnie weszły w labirynt, gdy zrobiły kilka kroków latorośle ożyły zaczęły się do nich zbliżać i strzelać kolcami. Zaczęły uciekać.


    - Już wiem, co znaczyła ta tabliczka – powiedziała w biegu Sandra


    - Nie możemy się rozdzielić.


    Mijały kolejne minuty. Dziewczyny nie miały siły już biec.


    - Popatrz koniec labiryntu, biegnij Samanto biegnij!


    Latorośl schwytała za nogę Samantę.


    - Sandra ratuj!


    Sandra nie wiedziała, co robić. Strzeliła w latorośl piorunem. Na szczęście puściła ona siostrę.


    Kobiety doszły do końca. Gdy podniosły głowy do góry i ujrzały baśniowy ogród. Żyły w nim w harmonii najprzeróżniejsze stworzenia magiczne: elfy, skrzaty, chochliki i wiele, wiele innych.


    - Nie widzę kwiatu.


    Nagle dziwny głos powiedział:


     


    - On jest tutaj!


    Gdy się odwróciły, ujrzały dziwne stworzenie. Nie miało oczu. Znajdowały się one na lewej ręce. Miało długie zielone rogi. A na jego ręce znajdował się przecudowny kwiat. Posiadał cztery płatki o kolorze niebieskim i białym z granatowymi kropkami, a jego pręciki jakby żyły.


    - Nigdy nikt tak daleko nie doszedł z czarownic…


    - Ani z demonów…


    Nagle pokazał się demon.


    - Ten kwiat jest mój.


    W reku demona zapaliła się kula piorunów


    - Musimy go powstrzymać, bo inaczej zostaniemy z niczym!


    - Obie na trzy użyjmy swoich mocy…


    - Zgoda


    -Raz


    -Dwa


    I razem


    - Trzyyyyyyy!!!


    Z rąk kobiet wyleciał ogromy promień który uderzył w demona. Ów demon rozsypał się w wiele kawałeczków. Nagle przed sobą ujrzały oddającego im pokłon Fauna.


    - Co się mu stało? – szeptały


    - Ochroniłyście mnie bezinteresownie i dlatego możecie mnie poprosić o jedną rzecz.


    - Oddajmy za wygraną, szkoda się mi go zrobiło.


    - Masz rację.


    - Dlaczego odchodzicie? - powiedział Faun


    - I tak nie możesz nam tego dać, bo zginiesz bez niego.


    - Domyślam się czego chcecie. Ale jak przebyłyście taką długa drogę to on jest wam bardzo potrzebny.


    - Potrzebny nam jest do wywaru unicestwiającego źródło zła – Shaxa, który porwał nam naszego brata.


    -Ach ten Shax, nienawidzę go. Zabił moją żonę, i moje dzieci. Dlatego wam ten kwiat dam, choć zginę, ale będę wiedział że on na marne nie poszedł.


    W całej krainie słychać było szepty i szemranie.


    - Nie rób tego, nie rób!


    - Złapcie razem po dwie za płatki i pociągnijcie.


    - Nie możemy ciebie zabić. Kto zostanie opiekunem tej krainy?


    - Mam następcę. Ciągnijcie!


    Obie zaczęły ciągnąć. Pokazał się cały kwiat z łodygą. Dziewczyny były bardzo podniecone tym widokiem. Ale bardzo przygnębiło je to, że Faun nie żyje. Nagle ujrzały, że się porusza.


    - On żyje?


    - Ja żyję!  Mój kwiat wyrósł znowu na ręce!


    - Królu… ja wiem co się stało – powiedział mały elf – Jeśli kwiat trafi dobrowolnie do dobrych ludzi Faun narodzi się na nowo!


    - Bardzo się cieszymy, ale musimy już wracać…


    - Moje elfy was przeteleporują do waszego domu, pamiętajcie że zawsze możecie na mnie liczyć!


    Całe i zdrowe wróciły do domu.

    Comment (8)




  • |